Dzisiaj cały dzień byłam z moimi kochanymi wnukami bliźniakami. Córka z zięciem mieli dużo spraw do załatwienia w mieście, więc poprosili mnie, abym została z dziećmi. Dzieci jak to dzieci zaczęły bardzo rozrabiać, że nie mogłam im dać rady. Przypomniałam sobie, że w torbie mam zakupy, które zrobiłam idąc do nich. Po drodze kupiłam coś słodkiego Dr Gerarda wafle, krakersy, markizy i draże, ale na szczęście oni się niczego nie domyślali, że ja coś mam. Nie dałam im tych słodyczy od razu, tylko szybko schowałam do szafki w kuchni. Bieganiu i krzykom nie było końca. A jeszcze wczoraj przyszli znajomi i przynieśli chłopakom pistolety na wodę, bo właśnie wrócili z nad morza. Córka jak zobaczyła co oni im dają to była przerażona i wcale nie była zadowolona z tych prezentów, odwrotnie niż chłopcy.
Wchodząc do nich do domu od razu mnie uprzedziła, że jakie to prezenty oni właśnie otrzymali.
Pomyślałam trudno, jakoś muszę ich uspokoić. Zaproponowałam im zabawę w ciepło, zimno. Z początku nie bardzo rozumieli o co chodzi w tej zabawie, bo to dopiero czterolatki, ale jak im powiedziałam, że ja coś schowam, a oni muszą to znaleźć, a jeszcze przy tym dostaną nagrodę to im się bardzo spodobało. Na początek schowałam piłkę, z moją pomocą nawet szybko ją odnaleźli, później schowałam pistolety, które były przyczyną ciągłych hałasów, ale te ciężko im było znaleźć.
Długo, długo ich szukali. Ja w tym czasie wyjęłam z szafki markizy, pyszne ciastka Dr Gerarda po to by chłopcy zapomnieli o pistoletach. Tak też się stało dostali po dwa ciastka, markizy i dwa wafle, a jeszcze im powiedziałam, że jak będą grzecznie się bawić to dostaną jeszcze kolejne smakołyki Dr Gerarda.
W domu zapanował spokój chłopcy zajęli się klockami, a ja mogłam coś tam w kuchni zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz