Rano wstaliśmy, pogoda, jak zwykle zapowiadała się wspaniała. Córka zadzwoniła do nas z propozycją, abyśmy z nimi wybrali się nad wodę. Pomysł nam się bardzo spodobał, ponieważ jakoś do tej pory nie mieliśmy okazji pojechać gdzieś nad wodę. Ciągle coś stało na przeszkodzie, a to trzeba zostać z wnukami, a to niema miejsca w samochodzie itd. Zaczęłam zbierać potrzebne rzeczy, koc, ręczniki i coś do przebrania. Spakowałam również nasz koszyk piknikowy, w którym to umieściłam 2 butelki wody mineralnej, jakieś kanapki i oczywiście słodkości Dr Gerarda. Wzięłam krakersy, biszkopty, pierniki,i wafle Dr Gerarda. Dosyć szybko zajechaliśmy. Rozłożyliśmy się pod drzewkiem blisko wody. Ucieszyliśmy się, że udało nam się takie fajne miejsce znaleźć. Upał był ogromny, więc od razu szybko do wody. Pluskaniom, chlapaniom nie było końca. Wnusiowi spodobała się zabawa w piasku blisko wody wykopał dół do, którego to w wiaderkiem wlewał wodę. Po jakimś czasie przypomniał sobie, że przecież babcia miała koszyk i, że na pewno coś w nim dobrego ma. Na początek otworzyłam paczkę pierników, a później biszkopty Dr Gerarda. Poczęstował wszystkich, a sam wziął resztę, ale córka zabrała mu, bo przecież on jest takim łasuchem, że od razu zjadłby wszystkie. Było bardzo fajnie, ale długo, żeśmy się nie cieszyli naszym wyjazdem nad wodę, ponieważ w ciągu godziny zaczęło się chmurzyć i trochę pogrzmiewać.
Za chwilę zaczęło się błyskać i zerwał się wiatr. Niestety musieliśmy szybko się zbierać, żeby nas nie dopadła burza, która zbliżała się bardzo szybko. Ledwie zdążyliśmy dojść do samochodu, gdy nagle lunął deszcz, a przy tym grad i coraz większe błyski i grzmoty. Wnuczek najbardziej martwił się o koszyk, w którym były ciastka Dr Gerda czy ich deszcz nie zmoczył. Powiem szczerze liczyłam, że ten nasz wypad będzie dłużej trwał, a nie tylko godzinę, ale cóż deszcz jest bardzo potrzebny, ponieważ mamy wielką suszę, tylko czemu akurat wtedy kiedy nam w końcu udało się pojechać nad wodę?.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz