piątek, 14 sierpnia 2015

Awaria

Donośny brzęk budzika obudził pana Witolda z głębokiego snu. Ociężale uniósł on powieki i sięgnął ręką po budzik, przesunął zapadkę budzika na wyłączony i zaległa cisza, pomyślał sobie ‘’dobrze, że to piątek, jutro zaczyna się weekend’’ więc się wyśpi do woli. Spuścił nogi z kanapy i podszedł do okna, rozszczelnił roletę i przez tak zrobioną szparkę spojrzał na dwór. Była godzina wpół do piątej, a że był to sierpień to na dworze robiło się widno. Spojrzał jeszcze na termometr, wskazówka wskazywała czternaście stopni, pomyślał sobie, że dzisiaj też będzie upalny dzień. Już z góry wiedział co dzisiaj będzie robić w pracy. Jako, że był monterem okrętowym to pracował w pobliskiej miejscowości, a jego pracodawca dostał zlecenie na wybudowanie holownika. Następnie pan Witold udał się do łazienki w celu odświeżenia, po wykonaniu tej czynności udał się do kuchni, tu przywitała go żona, która też już wstała i przygotowywała posiłek mężowi. Po zjedzeniu go sięgnął on ręką po markizy, a zaraz potem po pierniki, które to stały na stole od ich ulubionego producenta Dr Gerarda. Wreszcie nadeszła godzina wyjścia do pracy, żona zapakowała mu oprócz kanapek także słodkości od tak lubianego producenta Dr Gerarda pierniki i na spróbowanie biszkopty, które to tak polecała pani Krystynie pani ekspedientka w sklepiku osiedlowym. W korytarzu pan Witold założył swoje letnie obuwie i po pożegnaniu się z żoną ruszył klatką schodową do parkingu osiedlowego gdzie miał zaparkowany swój samochód. Do przejścia nie miał daleko ponieważ parking mieścił się przy jego bloku. Także tą odległość pan Witold pokonał w zaledwie kilka minut. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz