W maleńkim miasteczku Markizy
gdzie codzienność niczym płyciutka rzeczka płynęła leniwie uśpiona spokojem
jego mieszkańców nigdy nie zapominano o
serdeczności i gołębiach.
Jak przystało na Markizy gołębie
godne barwą swych srebrno-błękitnych
piórek były wyjątkowymi ptakami. Zgrabna gromadka pierzastych obywateli uroczo gruchających w złocistej poświacie
porannego słońca roztkliwiała serca ludzi wzruszeniem a dla ich oczu stanowiła
najśliczniejszą pociechę.
Z
wyrafinowanym wdziękiem
,przebierały nóżkami ,po wybrukowanym ryneczku miasteczka i gruchając
szeptem kosztowały prosto z dłoni ludzkich ulubione kruche ciasteczka
z kminkiem.
Nie tylko szczególnie smakował
w kminkowych ciasteczkach gołębi
naród, lecz pewien nietuzinkowy doktor Gerard Czekolada. Nosił słodkie nazwisko
i był uśmiechniętym naukowcem. Jego postrzępione włosy w kolorze gorzkiej
czekolady zawsze były rozczapierzone jakby od niechcenia doktor Gerard czesał je
figlarnym wiaterkiem. Był niewysokim człowieczkiem
w drucianych ,okrągłych okularach, lubiącym ubierać się w pastelowe koszule i
spodnie o zbliżonym deseniu.
Na ramionach ,spoczywał wierny
kompan – plecak, który przykuwał uwagę przechodniów nie jednoznacznym ,zapytaniem
:”Czy lubisz Czekoladę? ”
Dr Gerard był specjalistą nauk
przyrodniczych i prowadził badania z
dziedziny filozofii przyrody.
Uogólniając zajmował się jej bytem
cielesnym w odniesieniu do jej
zmienności i metafizyki.
Każdego poranka przysiadywał na ryneczku,
zaopatrzywszy się uprzednio w tuzin
kruchych ciasteczek z kminkiem, dzierżąc
w dłoni notes kreślił piórem swoje spostrzeżenia.
Obserwowane gołębie nie
sfrustrowane jego towarzystwem dziubkami
stukały w kruche smakołyki nie zrażając
się, że co czwarte ciasteczko znikało w przełyku doktora.
Ptasim instynktem wyczuwały, że
odgrywają niebagatelną rolę w towarzystwie tego pastelowego ,osobnika i coś ważnego z tego wyniknie, być może nowe odkrycie o gołębiej diecie, opierającej się nie tylko o
groch ale i o kminek zawarty w kruchych
ciasteczkach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz