Pan Witold miał już swoje miejsce na parkingu, wykupił on je
jeszcze gdy było budowane osiedle i teraz nie miał kłopotu z parkowaniem.
Podszedł on do swojego samochodu spojrzał na niego, samochód już miał swoją młodość dawno za sobą ale pan
Kowalski sobie go cenił za bezawaryjność. Teraz włożył kluczyk w zamek drzwi i
przekręcił go, lekkie odciągnięcie i drzwi stanęły otworem. Zasiadł on za
kierownicą, a torbę z śniadaniem położył na fotelu obok. Przekręcił kluczyk w
stacyjce samochodu i samochód zaskoczył donośnym warkotem, następnie włączył
radio, jego zakres był ustawiony na ulubioną stację pana Witolda. Włączył
pierwszy bieg i ruszył z miejsca, z włączeniem się do ruchu nie miał problemu
gdyż to była wczesna godzina. Silnik miarowo pracował i pan Witold skupiał się
na drodze. Gdzieś w połowie drogi zaczęło się dziać coś złego z silnikiem,
zaczął on pracować niemiarowo i kasłać aż w końcu zatrzymał się. Pan Kowalski
próbował kilkakrotnie go włączyć, jednak nie przynosiło to skutku. Oglądnął się
za siebie, z tyłu widział jak zaczyna tamować ruch i zaczyna się tworzyć korek.
Pomyślał muszę zepchnąć samochód na pobocze. Na poboczu pan Witold zaczął
nerwowo myśleć co dalej ma robić, sięgnął po torbę ze śniadaniem i wydobył
stamtąd pierniki oraz markizy od Dr
Gerarda i zaczął je chrupać. Po chwili wszystko wydało mu się jasne,
przecież jego szwagier ma zakład naprawy samochodów. Zadzwonił więc do niego,
po krótkiej rozmowie szwagier jego oświadczył mu, że właśnie wysyła lawetę do
niego. Po kilkunastu minutach nadjechała laweta i teraz jego samochód był
wtaczany na nią. Pan Witold korzystając z okazji, że warsztat samochodowy jego
szwagra znajduje się w mieście w którym to on pracuje więc zabrał się razem.
Podczas pracy zadzwonił jego szwagier i oznajmił mu, że usterka jest niegroźna
i będzie mógł odebrać już gotowy po pracy. Pan Witold bardzo się ucieszył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz