Czwarty dzień od dnia zakwaterowania w hotelu, rozpoczął się
tradycyjnie śniadaniem i odprawą, lecz dalszy jego przebieg różnił się od
poprzedniego powierzchnią i sprzętem na którym pokonywaliśmy bariery.
Podstawionym autobusem pojechaliśmy nad jezioro na obrzeżach Łodzi.
Po dotarciu nad przystań WOPR-u, cała ekipa ratowników
przywitała nas bardzo serdecznie. Na brzegu przystani namioty były już
rozstawione. Pod namiotami stały również krzesełka i stoliki i tradycją już się
stało, iż na talerzykach leżały słodkości firmy Dr Gerard, takie jak: krakersy,
kruche ciastka, wafle i pierniki. Na przystani czekały na nas takie atrakcje
jak: pływanie i sterowanie łodzią motorową z silnikiem pięciokonnym, pływanie i
sterowanie pontonem z silnikiem trzydziestokonnym, pływanie łodzią wiosłową i
szkolenie z zakresu ratownictwa wodnego, typu: rzucanie kołem ratunkowym lub
rzucanie rzutką.
Podział na grupy pozostał ten sam tzn. podział na kolory.
Każda grupa zaczynała od innego zadania. Po wykonaniu przydzielonego zadania
przez wszystkie osoby z drużyny, to wymieniano się zadaniami.
Moja drużyna została przydzielona do łodzi motorowej z
silnikiem pięciokonnym i ja pierwszy z drużyny przełamałem lody z wejściem na
łódkę tak, żeby nie wywróciła się. Ja mój przewodnik i instruktor zajęliśmy
miejsca, instruktor odpalił silnik i odbiliśmy od brzegu.
Po odpłynięciu od brzegu moim zadaniem było przejęcie manetki
od instruktora i sterowanie łodzią, pływaliśmy w kształcie ósemki i nie tylko.
Za pierwszym razem stres i trema udzieliły się niesamowicie. Do kolejnych zadań
wszyscy podchodzili luźno i z humorem. W przerwach zajadaliśmy się wyłożonymi
na stołach ciastkami Dr Gerarda i zalewaliśmy litrami wody, aby uniknąć
odwodnienia organizmu w tym niesamowicie palącym słońcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz