piątek, 14 sierpnia 2015

„Kolejne łamanie barier na jeziorze”


Czwarty dzień od dnia zakwaterowania w hotelu, rozpoczął się tradycyjnie śniadaniem i odprawą, lecz dalszy jego przebieg różnił się od poprzedniego powierzchnią i sprzętem na którym pokonywaliśmy bariery. Podstawionym autobusem pojechaliśmy nad jezioro na obrzeżach Łodzi.

Po dotarciu nad przystań WOPR-u, cała ekipa ratowników przywitała nas bardzo serdecznie. Na brzegu przystani namioty były już rozstawione. Pod namiotami stały również krzesełka i stoliki i tradycją już się stało, iż na talerzykach leżały słodkości firmy Dr Gerard, takie jak: krakersy, kruche ciastka, wafle i pierniki. Na przystani czekały na nas takie atrakcje jak: pływanie i sterowanie łodzią motorową z silnikiem pięciokonnym, pływanie i sterowanie pontonem z silnikiem trzydziestokonnym, pływanie łodzią wiosłową i szkolenie z zakresu ratownictwa wodnego, typu: rzucanie kołem ratunkowym lub rzucanie rzutką.

Podział na grupy pozostał ten sam tzn. podział na kolory. Każda grupa zaczynała od innego zadania. Po wykonaniu przydzielonego zadania przez wszystkie osoby z drużyny, to wymieniano się zadaniami.

Moja drużyna została przydzielona do łodzi motorowej z silnikiem pięciokonnym i ja pierwszy z drużyny przełamałem lody z wejściem na łódkę tak, żeby nie wywróciła się. Ja mój przewodnik i instruktor zajęliśmy miejsca, instruktor odpalił silnik i odbiliśmy od brzegu.

Po odpłynięciu od brzegu moim zadaniem było przejęcie manetki od instruktora i sterowanie łodzią, pływaliśmy w kształcie ósemki i nie tylko. Za pierwszym razem stres i trema udzieliły się niesamowicie. Do kolejnych zadań wszyscy podchodzili luźno i z humorem. W przerwach zajadaliśmy się wyłożonymi na stołach ciastkami Dr Gerarda i zalewaliśmy litrami wody, aby uniknąć odwodnienia organizmu w tym niesamowicie palącym słońcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz