To był niby taki
sam dzień, jak każdy inny… A jednak – gdyby się przyjrzeć tak nieco dokładniej
– to dałoby się dostrzec w tym dniu pewną niecodzienność…
Gabrysia miała tego
dnia wolne. Dzień wcześniej postanowiła sobie, że właśnie tego dnia się wyluzuje
i będzie sobie leniuchować. Odbije sobie za wszystkie czasy i do wieczora
będzie „zbijać bąki”. Nawet nie wychyli głowy za okno, nie mówiąc o
jakimkolwiek wyjściu! Zje to co ma w domu, gotując co najwyżej wodę na herbat1)ę. Mówiąc szczerze, to
Gabrysia do kulinarnych wirtuozów nie należy. Jedyne co potrafi gotować, to
wymieniona woda na kawę lub herbat2)ę – i to nie raz z różnym
skutkiem… To znaczy – czasem czajnik nie nadaje się do powtórnego użytku.
W pierwszej chwili
po obudzeniu się, Gabrysia wstała i podeszła do okna, po to by sprawdzić jaka
jest pogoda. Okazało się, że pada deszcz i jest bardzo ponuro. Wzięła do ręki
pilota i wróciła do łóżka. Włączyła telewizor Właśnie wyświetlali jakiś serial
– akurat z tych, których Gabrysia nie lubi. Przeglądnęła zasoby kilku innych
kanałów… Nic ciekawego – jak zwykle z rana… Wyłączyła odbiornik. Sięgnęła po
napoczętą książkę. Przeczytała kilka stron. Jednak jakoś nie mogła się w tym
czasie skoncentrować. Wstała z łóżka prawą nogą, po czym stwierdziła, że dzień
zapewne zapowiada się obiecująco. Sprawdziła swoje zasoby kuchenne. Okazało
się, że nie ma ani grama miękkiego pieczywa – same suchary… Stwierdziła
słusznie, że suche pieczywo lepiej służy człowiekowi. W lodówce było napoczęte
mleko, twaróg i kilka jajek. Zaczęła myśleć, co można z tego wykombinować.
Włączyła laptopa i wpisała w wyszukiwarkę owe rzeczy W wyszukiwarce pokazały
się przeróżne linki. Między nimi był przepis na naleśniki. Gabrysia twardo
postanowiła, że „stanie na głowie” je zrobi. Tyle że, w śród składników,
widniała jeszcze mąka i cukier. Gabrysia wiedziała doskonale, że cukier to w
domu ma na pewno. Ale co do mąki – miała wiele wątpliwości. Zatem zjadła
suchara, popiła go wodą mineralną i rozpoczęła poszukiwania. W pewnym momencie –
co prawda, mąki jeszcze nie znalazła, ale przypadkowo natknęła się na jakieś
opakowania. Wzięła je do ręki. Okazało się, że były to wafle i markizy z firmy
Dr. Gerard. Gabrysia sprawdziła datę ważności – była aktualna jeszcze ponad
kwartał. Spróbowała po jednym ciastku, za chwilę po jeszcze jednym… Nagle dostała
olśnienia! Prawie natychmiast znalazła mąkę. Zrobiła ciasto i usmażyła
fantastyczne naleśniki. Od tej pory, specjalnością Gabrysi są naleśniki z
nadzieniem twarogowo ciastkowym Dr. Gerarda!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz