Na majowy weekend, całą paczką chłopaków z naszego podwórka wybraliśmy się na spływ kajakowy. Spływ zaplanowaliśmy rzeką Supraśl. Wyznaczyliśmy sobie trasę Supraśl- Wasilków, która miała w porywach do 17km. I wszystko byłoby fantastycznie gdyby nie pogoda, która bywa niepewna i nieprzewidywalna.
Nieustannie padające deszcze i zachmurzone niebo wywołało burzliwe dyskusje nad sensem sobotniej wycieczki. Tym bardziej, że spływ miał się zakończyć ogniskiem i noclegiem pod namiotami!
Deszczowy piątek poprzedzający docelowy dzień nie zapowiadał nic dobrego.
Pomimo tego rwno w sobotę wszyscy wstawiliśmy się na dworcu sutobysowym i tuszyliśmy do Supraśla.
Około 11 -tej spotkaliśmy się nad zalewem w Supraślu i tego dnia wszystko się rozwiazało. Okazało się, że pogoda dopisała. Co więcej, świeciło słońce!
Mogliśmy zatem udać się nad rzekę i po zapoznaniu się z zasadami bezpieczeństwa udać się w rzeczną podróż. Podczas podróży podjadałem słodycze Dr Gerarda, które dodawały mi siły we wiosłowaniu. Podjadając pierniki i biszkopty i popijając je kawą, miałem takiego pałera, że byłem na czele całej grupy kajaków.
Po drodze czekały nas dwa postoje, jeden w Pólku, gdzie docelowo był nasz nocleg, zaś drugi na plaży w Nowodworcach.
Ci najszybsi przebyli trasę w niecałe 4 godziny. Pozostali, którym mniej się spieszyło i zażywali rozkoszy ciszy, spokoju i kontepmlacji natury dotarli nieco później.
Po dotarciu z powrotem do Supraśla udaliśmy się na specjały podlaskiej kuchni: babkę ziemniaczaną, kartacze i kiszkę ziemniaczaną do słynnego baru "Jarzębinka". Następnie udaliśmy się na miejsce ogniska i noclegu.
Tam przy dźwiękach gitary, śpiewach, długich rozmowach i salwach śmiechu upłynęła nam długa noc.
Następnego dnia wracając złapała nas ulewa. Ale na szczeście pogodę zamawialiśmy tylko na sobotę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz