środa, 26 sierpnia 2015

“Piernik do wiatraka”


Babcia Jadzia nie była typem dobrodusznej, ciepłej staruszki, której można zwierzyć się z wstydliwych wnuczęcych rozterek. Była  nieco szorstka w obyciu i  zacietrzewiona na ,zachowania typu Lelum polelum co tłumacząc z  slangu miejskiego znaczy ,na flegmatyzm i ślamazarstwo.

W wieku70 lat ,,przystawała   przed lustrem i  ,jednym z  palców swej spracowanej dłoni dotykała ,kącików oczu schlebiając sobie cichym szeptem: no ale kurzych łapek to jeszcze nie mam”

Jej wewnętrzna siła ,  zaradność i  niezaprzeczalny talent do kucharzenia były  dla nas wnucząt tak ,fascynujące ,, że cała ,surowość twarzy  babci Jadzi  ,  miała się w  naszych młodziutkich umysłach jak piernik do wiatraka.

Dziadkowi Teodorowi, z racji swoich przekonań opartych na  ,wschodnim modelu monopartyjności    winno zwać się Fiodor. My dzieciaki  ,głuptaski mające kruche pojęcie o  ustroju politycznym  widzieliśmy ,go myśliwym , z nieodłącznym scyzorykiem w kieszeni i  luźnych spodniach upiętych na szerokich parcianych szelkach. Chichotał rubasznie gawędząc  o  pięknej sztuce  dzika , którą przytaszczył na motorze marki WSK  a my z półotwartymi ustami czekaliśmy na kolejne  ćwiartki kruchych jabłek, które cierpliwie obierał i dzielił swym myśliwskim scyzorykiem. Babcia tymczasem wyczarowywała pączki z konfiturowym nadzieniem.

Kiedyś  babcia Jadzia zaniemogła. Leżała z  twarzą bladą od mdłości, w łóżku i  denerwowała się na swoją dolegliwość:

- Teoś… może śledzia bym zjadła, tak za mną kwaśne chodzi- kombinowała

- A  zobaczymy co się da zrobić - pocieszał dziadek i   zaczynał manewry.

Pamiętam to jak dziś, jak wycofał się z zasięgu wzroku i słuchu babci i  wykręcając na tarczy telefonu numer po chwili szeptał do słuchawki:

- Doktor Gerard?... Tu Żytyński .Żonę  mdli chce śledzia. Czy to aby nie zaszkodzi przy tych lekach  co doktor przepisał?

I po odpowiedniej dozie czasu  babcia z błogosławioną miną zajadała śledzika.

Taka to była para

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz