poniedziałek, 1 czerwca 2015

„Biszkoptowy Franki”


Jak co dzień po 16-tej wybrałem się na małe dotlenianie tuż obok do parku.

Słoneczko przyjemnie przygrzewało, więc dotarwszy do mej ulubionej ławeczki usadowiłem się   niczym kwoka na grzędzie, która pragnie powygrzewać troszkę swoje piórka.  I   wysunąłem buzię ku promieniom. Z przymkniętymi powiekami wsłuchiwałem się w świergolenie ptasząt ,nie zwracając uwagi na otoczenie  kiedy  nagle z błogostanu wyrwało mnie coś wilgotnego na dłoni a zaraz potem dźwienczny głos nieznajomej:

Franki...fee!!!Nie wolno zaczepiać pana!

Nic nie szkodzi... a co to za istota? zapytałem nieco wystraszony ale zaintrygowany

To Franki labrador jest strasznym łasuchem i  wywąchał u pana jakieś pyszności w plecaku.

Jasne mam coś dobrego Dr Gerarda, ale nie wiem czy psiaki mogą zajadać takie frykasy bo to czekolada- odrzekłem

Pewnie, że nie labradory  z genów są łakomczuchami, przepraszam pana  za niego

Nic nie szkodzi trochę duży ten nosal ale całkiem sympatyczny, piękny pies  przypomina mi kolorem takie lekkie ciasteczka…jak one się nazywają…?  Niech pomyślę…

- Biszkopty! Wsparła mnie dziewczyna

Tak, tak biszkopty, a może pani ma ochotę na czekoladę, zachęcam ma truskawkowe nadzienie- zagadnąłem nieco kokieteryjnie

, dziewczyna  tworzyła z  Frankim śliczną parę.

- Bardzo chętnie skosztuję , ale może umówmy się na jutro, dziś muszę już wracać, ale jutro będę tu o tej samej porze

 -Trudno, odrzekłem, czekolada zaczeka.

 Do zobaczenia,! Franki do nogi! Zadźwięczała dziewczyna i sprężystym krokiem z uśmiechniętym labradorem u nogi ruszyła  przed siebie.

Do zobaczenia zamruczałem pod nosem wodząc okiem za oddalającym się ślicznym  obrazkiem w nadziei, że dziewczyna wróci nazajutrz pokosztować czekoladę wraz ze swoim biszkoptowym Frankim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz