Bobi nie wiedział
dokładnie – czy jest już człowiekiem, czy jeszcze małpą… Do epoki kamienia
łupanego, to jeszcze szmat czasu! Usiadł więc sobie na nagrzanym głazie, i
pomyślał, że zjadłby już coś na śniadanie… Spojrzał na niebo, by sprawdzić jaki
to jest dzień… Wydawało się Bobiemu, że czwartek, ale nie był pewny. Złapał
więc leżący obok kij i wbił go w piach. Ręką odmierzył długość cienia… Za
chwilę zmierzył jeszcze raz. Porównał obie długości. To jednak piątek – czyli
dzień bezmięsny! W takim razie – zjadłby jajka sadzone na gorącym kamieniu!
Mniam, mniam – przełknął ślinkę… Poszedł więc za śpiewem ptaków, aby znaleźć
coś godnego do zjedzenia… Głośny świergot zaprowadził Bobiego do zielonego
zagajnika. Po drodze został zaatakowany przez jakiegoś jaszczurolota, który odpędzał
Bobiego jak najdalej od swojego gniazda. Ale kiedy zorientował się, że nie ma
już zagrożenia ze strony małpoluda, to spokojnie powrócił do swojego rodzinnego
gniazda. Bobi już całkiem spokojnie pokonał resztę drogi do ptasiego gaju.
Świerzych jajek było dość sporo. Uzbierał dwie garści i poszedł zrobić sobie
śniadanie. Miejsca na zrobienie nie musiał zbyt długo szukać. Tuż obok – w
mocno nasłonecznionym miejscu – leżało kilka sporej wielkości, gorących
kamieni. Rozbił kilka jajek i ułożył na jednym z nich. Za 2 palce czasu, jajka
były gotowe. Zjadł wszystkie ze smakiem. W tem zaleciał Bobiego jakiś ciekawy
zapach… Wstał i poszedł za tą wonią. Już po 75 szusach, zauważył jakieś
nieznane mu zjawisko… To Babi pichciła coś dla siebie… Babi pochodziła z bardzo
inteligentnego rodu – i miała dwa poziomy wyższy stopień wtajemniczenia pojęcia
życiowego jak Bobi. Ten aromat który zwabił samca, to ciasteczka które
wyrabiała Babi. Wczoraj było aż tak gorąco, że zapaliła się dziko rosnąca
trawa. Leżały w niej też kawałki drzewa, które przewróciła ostatnia wichura.
Dziś jeszcze dogasał żar kawałków drewna, które nie spaliło się wczoraj. Babi
wpadła na genialny pomysł i wykorzystała żarzące się jeszcze niedopałki do
przyrządzenia czegoś smacznego. Miała trochę mąki, utłuczonej z ziaren
kamieniami, oraz aromatyczne korzenne przyprawy. A także plaster miodu
trzmielowego! Postanowiła więc, że upiecze ciastka – w dwóch rodzajach:
• kruche
• pierniki
Babi robiła pyszne te ciasteczka – dziś tylko Dr. Gerard
robi podobne… Tyle że te dzisiejsze są jeszcze dużo lepsze!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz