- Jak wam minął tydzień? – Zapytał Leszek.
- U mnie spoko… - Odpowiedziała Jola.
- Lola – u ciebie to zawsze jest spoko… - Odburknął Jacek.
- A tobie co? – Wtrąciła Kaśka.
- Zapłacił mandat, ale prawko zostało… - Z odpowiedzią
uprzedził Jacka Marek.
- Gdyby stracił prawko, to zostałby mu jeszcze rower… -
Piskliwym cichym głosem wtrąciła Sylwia.
- No… I hulajnoga! Sylwia, jak masz gadać babskie bzdury, to
lepiej milcz… - Odpryskliwie odgryzł się Jacek.
- Dziewczę dobrze mówi! A coś taki nerwowy… Obiadu jeszcze
nie jadłeś? Mandaty płaci dziś wielu… Powinieneś być usatysfakcjonowany, że
jesteś jednym z wielu ratujących budżet… - Z odrobiną ironii, powiedział
Leszek.
- No pewnie że dobrze mówi! Jazda na rowerze wyszłaby na
zdrowie. Może dzięki temu, wyplułbyś więcej tej smoły która zalega ci w
płucach, od tych nieznośnych śmierdzieli! – W obronie swojej koleżanki,
zdecydowanym głosem powiedziała Jola.
- Apropos rowerów, to może byśmy się jutro gdzieś wybrali… -
Zaproponował Marek.
- Ja odpadam. Odburknął Jacek.
- A ja wiedziałam z góry, że ty odpadasz… - Złośliwie
syknęła Sylwia.
- Ty Sylwia, razem z Jolą jesteście takie same. Obie lepiej
się nie odzywajcie – kumoszki jedne… - Odburknął obraż
Ony Jacek.
- Coś ty taki nie do życia chłopie… To przez ten mandat? –
Zapytał Marek.
- Nie wiem… Mam „bad day”… - Odburknął Jacek.
- Rzuć te wstrętne śmierdzące „szlugi”! To są prawdziwe
„gwoździde do trumny”! To przez nie jesteś taki nie do życia… - Powiedziała
zdecydowanym tonem Kaśka.
- A tam, gadasz... Właśnie że mnie uspokajają… - Odburknął
Jacek.
- Nie prawda, Kaśka ma rację… To co mówisz, jest złudne i
służy nałogowi po to, aby się jakoś przed sobą wytłumaczyć. Znaczy jedynie o
słabości człowieka palącego… To palenie – a mówiąc ściślej – nałóg - jest przyczyną stresów i stanów nerwowych.
Jak chcesz, to wytłumaczę ci dokładnie jak to działa. – powiedział Leszek.
- Nie, dzięki… Ja to wszystko wiem… Chciałbym nawet rzucić,
ale to nie takie proste… Próbowałem już kilka razy… Najdłużej bez palenia wytrzymałem
5 dni. – Spokojnie odparł Jacek.
- No to więcej mobilizacji! Skoro sam chcesz, to już jest
mały sukces. Teraz normalnie przestań. Jak nie będziesz dawał rady, to poproś o
pomoc fachowców. – Powiedziała Sylwia.
- Spróbuję jeszcze raz… Najbardziej przeraża mnie to, że
zacznę pożerać wszystko co można… Za pół roku, będę wyglądał jak… Misiu Yogi! –
Odparł Jacek.
- Początki mogą być trudne… Ale dla chcącego… - Powiedziała
Jola.
- Możesz przerzucić się na krakersy Dr. Gerarda! –
Powiedziała Kaśka.
- Abo pierniki! Są pyszne i z pewnością zdrowsze jak te
wstrętne i trujące pety! – Powiedziała Jola.
- No dobrze – spróbuję jeszcze raz! – Z uśmiechem
odpowiedział Jacek.
- Myślę, że w razie potrzeby wsparcia, możesz na nas liczyć…
- Zaproponował Marek.
- Pewnie że tak! – Krzyknęli wszyscy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz