wtorek, 16 czerwca 2015

Masz problem? Zjedz ciastko! Albo dwa...




   Jeśli masz jakiś problem, to chcesz go jak najszybciej mieć z głowy… Nie myślisz już o tym, co 5 minut temu postanowiłeś – wszystko odsuwasz na bok. Reszta jest nie ważna w tej chwili. Na wszystko kładziesz „lagę” – liczy się w tej chwili tylko jedno – pozbyć się jak najszybciej tej cholernej sprawy! I choć głowa już boli, to nie pomyślisz o tym żeby oderwać się na chwilę od tego wszystkiego. Zaabsorbowało cię tylko to jedno – załatwić sprawę jak najszybciej i mieć to z głowy. Ale sprawa nie jest taka, jak na przykład woda w kranie – że leci, leci, zakręcisz kran i załatwione – nie ma, poleciała… Mocna sprawa, jak się przyczepi, to jak przysłowiowy „rzep do psiego ogona”! Inna sprawa to taka, że sam nie czynisz żadnych kroków w kierunku takim, aby jakoś logicznie pozbyć się problemu, w jak najmniej dokuczliwy sposób. Nie mam tu na myśli każdej sytuacji, kiedy zachowujemy się ciągle tak samo, ale przecież nie raz zdarzyło się nam, że coś nas tak zaabsorbowało, że przez to zaniedbaliśmy kilka innych spraw. A dzieje się tak dlatego, że jeśli nam coś nagle „wyskoczy”, to zazwyczaj dzieje się to w najbardziej niespodziewanym momencie. Działa w tedy, tak zwane „Prawo Murphy’ego”. Spada to na nas jak jakaś sieć, z której nie możemy się wydostać. A my? Zamiast wtedy spokojnie sobie usiąść, zrobić sobie kilka głębokich wdechów dla uspokojenia oraz dotlenienia mózgu, wypić kilka łyków herbaty, zjeść jakieś dobre ciastko aby dać więcej energii szarym komórkom, to zaczynamy się szarpać nerwowo i w efekcie tego, plątać coraz bardziej. I tak uplątani, opadamy z sił, zaczynamy odpoczywać – i pomału pojawia się rzeczywistość, z problemami które nam narosły. O właśnie! Jeśli chodzi o problem, oraz efekt ciastkowy, to zaraz coś opowiem…

   Zepsuł mi się komputer. Ani zipnie – drań jeden! Miałem zrobić coś pilnego – a tu „niespodzianka”… Trochę się zdenerwowałem. Sprawdziłem standardowo wszystko co można zrobić w takich przypadkach. Bez żadnego efektu… Znajomi również niewiele pomogli. Zeszło mi już ponad dwie godziny, kiedy poszedłem po rozum do głowy… Pomyślałem że odłożę to wszystko i zajmę się czymś innym. I zająłem się – zrobieniem kawy, oraz zjedzeniem ciastek. Akurat miałem pierniki od Dr. Gerarda, oraz draże – „Maltikeks” – z tej samej firmy. No to – pojadłem, popiłem… Teraz na spokojnie jeszcze coś podłubię przy tym zdechłym gracie… Zapuściłem: Fdisk/MBR – i wszystko było OK!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz