Pewnego sobotniego dnia postanowiliśmy wybrać się wspólnie na
spacer do Parku Solankowego. Od wczesnego ranka słoneczko zapowiadało piękny
dzień, więc postanowiliśmy go wykorzystać. Założyliśmy dresy, aby spacer
spędzić na sportowo.
Po drodze do parku wstąpiliśmy do marketu, aby kupić małe co
nie co, a trafiliśmy na bardzo fajne kruche ciasteczka i wyśmienite biszkopty i
nawet firmy Dr Gerard. Dokupiliśmy cztery butelki wody i ruszyliśmy w drogę do
realizacji obranego celu.
Na początek spacerkiem obeszliśmy połowę parku. Gdy do spacerowaliśmy do oczka wodnego przez które prowadzi
drewniany mostek, to jakby czas się zatrzymał. Stojąc na moście i podziwiając
widoki dookoła jeziora, spostrzegliśmy gromadkę łabędzi. Przypatrując się
igraszkom na wodzie tym pięknym ptakom zwróciliśmy na siebie uwagę. Za niedługą
chwilę podpłynęły do mostku przypatrując się nam.
My zaś niewiele myśląc wyciągnęliśmy z plecaka kruche
ciasteczka, pokruszyliśmy na dłoni i wrzuciliśmy do wody. Radość łabędzi była
niesamowita. Szybko podpływały do pływających jeszcze na powierzchni wody
ciastek aby zjeść. Po chwili pod lustrem wody pokazały się różnokolorowe rybki,
które wyłapywały okruchy ciastek spadających na dno. Tak się zagalopowaliśmy,
że z kruchych ciastek zostało tyle co na ząb dla dwóch osób. W plecaku, co
prawda zostały jeszcze biszkopty
Ale co tam, radość zwierzątek na pierwszym planie. Stojąc
jeszcze przez chwilę na mostku zastanawialiśmy się nad fenomenem kruchych
ciastek Dr Gerarda, skoro łabędzie a nawet rybki zajadały się tymi
słodkościami.
Doszliśmy do wniosku, iż biszkopty powinien spotkać ten sam
los tzn. musimy się podzielić ze zwierzętami. Tak miło i szybko upłynął czas
nad wodą, że czas najwyższy było wracać, a pozostałą część parku postanowiliśmy
przełożyć na kolejny spacer i na pewno rozpocząć od jeziorka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz