Po tak miło spędzonym czasie nad wodą państwo Kowalscy
zapragnęli zjeść w pobliskiej smażalni świeżo złowioną i usmażoną rybę. Udali
się więc do smażalni, a w środku przywitała ich miła obsługa. Pan Witold złożył
zamówienie i po niedługim czasie wszyscy raczyli się specjałem. Ten dzień
uznali za spędzony wspaniale, a tu przed nimi jeszcze tyle atrakcji. Następny
dzień jak i poprzedni przywitał ich też promykami słońca. Wstali wcześnie rano
i teraz udają się do Sopotu. Udali się na dworzec kolei podmiejskiej gdzie do
przejechania mieli kilka przystanków. Po dotarciu do tej miejscowości udali się
w stronę Monciaka. Na tym pasażu ruch jak na tak wczesną godzinę był już dość
duży, wzdłuż niego byli rozstawieni różni ludzie umilający pobyt ludziom. To w
jednym miejscu grała dziewczyna na skrzypcach to znów w drugim stał mim, a to w
innym kataryniarz z małpką. Kowalscy przyglądali się tym wszystkim atrakcjom.
Następnie udali się na molo. Córka państwa Kowalskich dziwiła się jak taka
drewniana konstrukcja może aż tak daleko sięgać w morze. Na końcu mola
spojrzała przez tam zainstalowaną lornetę na cypel helski. Po następnym dniu
plażowania na skórze państwa Kowalskich pojawiła się już opalenizna. Pan Witold
nie zapomniał odwiedzać upatrzonego wcześniej sklepu spożywczego gdzie kupował
sobie wafle, a jego córka pierniki od Dr
Gerarda. Zwiedzili oni także Oceanarium, gdzie podziwiali ryby z całego
świata i żaglowiec Dar Pomorza oraz okręt z drugiej wojny światowej ORP
Błyskawica. Zwiedzili oni także ulicę długą z fontanną Neptuna, a na Jarmarku
Dominikańskim ich córka kupiła sobie pamiątkę z pobytu w Trójmieście. Czas
pobytu szybko im minął i nadszedł czas powrotu. Państwo Kowalscy zgodnie
stwierdzili, że to był udany urlop choć tylu miejsc jeszcze nie zwiedzili.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz