Posiadanie stałego dopływu sezonowych owoców z własnych krzaczków
czy drzewek ma zdecydowanie mnóstwo plusów. Można bez obaw o budżet
najeść się ich po kokardę, zamrozić na ciężkie czasy – gdy otuleni
grubymi swetrami smętnie wyglądając przez okno i klnąc na zawieje i
zamiecie śnieżne zachce nam się choćby chwilowego powrotu do lata, lub w
przypływie chęci i nadmiarze wolnego czasu otworzyć domową przetwórnię i
gotować, smażyć, żelować, przekładać do słoików a następnie
pasteryzować zbiory w postaci dżemów, frużelin i innych słodziutkich
przysmaków.
Można też na bieżąco piec z nimi ciasta, ciasteczka, muffinki, babeczki,
batoniki i wszystko, co tylko nam podpowie nieznająca granic
wyobraźnia. Moja, choć nie oryginalna, od jakiegoś czasu krzyczała mi w
głowie: „Masz borówki amerykańskie w ilościach przemysłowych? Upiecz
muffinki. Nie obchodzi mnie, że nie masz czasu. Nie dbam o to, że jest
to tak popularny i banalny przepis, że aż nie chce się zabierać i nikt
nie zwróci na niego uwagi. Zrób i koniec, bo nie dam ci spokoju”. I
rzeczywiście nie dała. Na nic zdały się próby zagłuszenia jej szukaniem
innych inspiracji, przeglądaniem gazet z przepisami, czy wmawianiem
sobie, że na muffinki przyjdzie jeszcze pora. Musiałam się poddać. I
upiekłam.
Ale, żeby nie były one takie absolutnie tradycyjne, użyłam do nich
zupełnie innej mąki, z którą miałam do czynienia pierwszy raz.
Mianowicie: mąki kukurydzianej. Jej żółciutki kolor idealnie pasuje do
granatowych borówek, więc gdyby w smaku okazały się pomyłką – wyglądem
miały nadrabiać.
Ale na szczęście nie musiałam się o ten smak martwić. Wyszły pyszne.
Borówki nie są tak kwaśne jak jagody, więc nie wymagały dodania zbyt
dużej ilości cukru, ale nie są także mdłe – ich kwaskowaty pazur
pozostał. Mąka kukurydziana sprawiła, że muffinki są jakby lżejsze niż
tradycyjne. Bardziej puszyste, bardziej miękkie. Takie letnie. I bardzo
słoneczne. Pulchne, słodkie z kwaskowatym posmakiem. Borówki zachowały
swój kształt i choć pod wpływem pieczenia zmiękły, nadal trzymają fason –
nie puszczają soku przy ugryzieniu.
Zdecydowanie polecam!
Składniki (na 8 sztuk):
• 150 g mąki kukurydzianej
• 1 łyżeczka proszku do pieczenia
• 80 g cukru
• 1 jajko
• 40 g masła
• 170 g jogurtu naturalnego
• 150 g borówek amerykańskich
W misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia i cukrem.
Masło stopić, przestudzić. Dodać do niego jajko i jogurt – wymieszać.
Przelać masę do mąki i niezbyt dokładnie wymieszać wszystko razem. Na
końcu wsypać borówki (garść zostawić do położenia na wierzchu muffinek),
delikatnie wymieszać.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej wkładać około 1,5 łyżki
masy (do ¾ wyskości), a na wierzch układać pozostałe borówki, lekko
wciskając je w ciasto. Piec w piekarniku nagrzanym do 170 stopni
Celsjusza przez 15 – 20 minut, aż wyrosną.
piątek, 26 czerwca 2015
Biszkopt z truskawkami i kremem borówkowym
Ciasto biszkoptowe
Upiec biszkopt jasny.
Składniki:
6 jaj
1 szklanka cukru kryształu
1 szklanka mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno, dodać żółtka i cukier. Dodać mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i lekko wymieszać. Wylać na formę do pieczenia. Piec w temp. 160-180 st. C ok. 30-40 min.
Masa serowa
Składniki:
1 kg sera homogenizowanego waniliowego
25 dag serka mascarpone
4 łyżeczki żelatyny
20 dag świeżych truskawek
Wykonanie:
Serek homogenizowany połączyć z serkiem mascarpone, dodać rozpuszczoną w 1/2 szklanki wody żelatynę. Na końcu wmieszać truskawki (duże owoce przekroić na pół).
Galaretka agrestowa
Składniki:
4 galaretki agrestowe
Wykonanie:
Galaretkę rozpuścić zgodnie z przepisem
Krem borówkowy
Składniki:
1 l jogurtu naturalnego
5 łyżeczek żelatyny
10 dag czerwonej porzeczki
10 dag borówek (jagód)
cukier puder do smaku
Wykonanie:
Jogurt roztrzepać z cukrem, dodać – rozpuszczoną w 1/2 szklanki wody – żelatynę i na końcu wmieszać porzeczki i borówki.
Złożenie ciasta:
Biszkopt jasny – masa serowa – galaretka agrestowa – krem borówkowy – wierzch dekoracyjnie przybrać polewą czekoladową.
Upiec biszkopt jasny.
Składniki:
6 jaj
1 szklanka cukru kryształu
1 szklanka mąki
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
Wykonanie:
Białka ubić na sztywno, dodać żółtka i cukier. Dodać mąkę zmieszaną z proszkiem do pieczenia i lekko wymieszać. Wylać na formę do pieczenia. Piec w temp. 160-180 st. C ok. 30-40 min.
Masa serowa
Składniki:
1 kg sera homogenizowanego waniliowego
25 dag serka mascarpone
4 łyżeczki żelatyny
20 dag świeżych truskawek
Wykonanie:
Serek homogenizowany połączyć z serkiem mascarpone, dodać rozpuszczoną w 1/2 szklanki wody żelatynę. Na końcu wmieszać truskawki (duże owoce przekroić na pół).
Galaretka agrestowa
Składniki:
4 galaretki agrestowe
Wykonanie:
Galaretkę rozpuścić zgodnie z przepisem
Krem borówkowy
Składniki:
1 l jogurtu naturalnego
5 łyżeczek żelatyny
10 dag czerwonej porzeczki
10 dag borówek (jagód)
cukier puder do smaku
Wykonanie:
Jogurt roztrzepać z cukrem, dodać – rozpuszczoną w 1/2 szklanki wody – żelatynę i na końcu wmieszać porzeczki i borówki.
Złożenie ciasta:
Biszkopt jasny – masa serowa – galaretka agrestowa – krem borówkowy – wierzch dekoracyjnie przybrać polewą czekoladową.
Markizy
Dżem pomarańczowy, który zrobiłam kilka dni temu znika w ekspresowym tempie. Mogłabym dodawać go do wszystkiego, jest przepyszny.
Dzisiaj postanowiłam przełożyć nim kruche ciasteczka pomarańczowe.
Przygotowanie markizów można rozłożyć na dwa dni, jednego upiec ciastka a przełożyć je w dniu podania. Markizy po przełożeniu dżemem pomarańczowym, trzeba zjeść tego samego dnia w przeciwnym razie ciastka będą rozmoknięte i niesmaczne.
Z podanych składników upiekłam 24 ciastka z których wyszło 12 markizów.
Polecam do kawy, są idealne, ale i bez niej nie leżą zbyt długo
Dzisiaj postanowiłam przełożyć nim kruche ciasteczka pomarańczowe.
Przygotowanie markizów można rozłożyć na dwa dni, jednego upiec ciastka a przełożyć je w dniu podania. Markizy po przełożeniu dżemem pomarańczowym, trzeba zjeść tego samego dnia w przeciwnym razie ciastka będą rozmoknięte i niesmaczne.
Z podanych składników upiekłam 24 ciastka z których wyszło 12 markizów.
Polecam do kawy, są idealne, ale i bez niej nie leżą zbyt długo
Składniki na 24 ciastka:
180 gr mąki pszennej tortowej
30 gr mąki ziemniaczanej
100 gr masła zimnego
45 gr cukru
Skórka otarta ze średniej pomarańczy + wyciśnięty sok
12 łyżeczek domowego dżemu pomarańczowego
1 białko do posmarowania ciastek
ok. 2 łyżek brązowego cukru (opcjonalnie)
Sposób przygotowania:
Mąki, cukier i masło umieścić w dużej misce lub w malakserze, dokładnie posiekać do chwili kiedy zaczną się tworzyć grudki.
Stopniowo dodawać sok z pomarańczy cały czas siekając. Ja użyłam 5 łyżek soku. Powinniśmy otrzymać wilgotne, jednolite ciasto.
Z ciasta uformować kulę, lekko spłaszczyć. Zawiną w folię spożywczą, schłodzić w lodówce przez ok. 30 min.
Na stolnicy oprószonej mąką rozwałkować połowę ciasta na grubość ok. 2 mm.
Foremką wycinać ciastka, w co drugim ciastku wycinać mniejszą foremką o tym samym kształcie dziurkę.
Przygotować 2 blachy wyłożone papierem
do pieczenia. Na jednej układać tylko ciasta z dziurką, na drugiej
pełne. To ważne, bo czas pieczenia jest różny i ciasta które będą górą
mogły by się przypalić.
Blachy wstawiamy do zamrażalnika na czas nagrzewania piekarnika.
Piekarnik rozgrzać do 180 st.C.
Wyjąć ciastka które będą górą markizów, posmarować białkiem i posypać brązowym cukrem.
Piec ok. 8-9 min do zrumienienia, ja piekłam 9 min.
Wyjąć i studzić na kuchennej kratce.
Następnie wstawić do piekarnika ciastka pełne i piec ok. 10-11 min, ja piekłam 10 min., do zrumienienia. Wyjąć i studzić na kratce.
Całkowicie wystudzone ciastka przełożyć domowym dżemem pomarańczowym z tego przepisu
Zjadamy tego samego dnia 
Smacznego.
Kruche ciasteczka z czekoladą
Te dziecinnie proste ciasteczka
kruche nie zawierają żadnych spulchniaczy typu soda czy proszek
do pieczenia oraz jajek i mleka, więc powinny być dość łagodne dla
żołądków nie tolerujących w/w produktów (ale dla centymetrów
w pasie już niestety nie...
Składniki
- 2 szklanki mąki pszennej 650,
- 1 kostka margaryny (użyłem jakiejś “Palmy”),
- 0,5 szklanki piwa (użyłem piwa miodowego),
- szczypta soli morskiej,
- 1 kubek dowolnej marmolady (mnie zeszło całe 400g), ale może być też krem orzechowy, czekoladowy czy co tam chcemy na nadzienie.
Z mąki, margaryny, piwa i odrobiny
soli morskiej zagniatamy ciasto, rozwałkowujemy na stolnicy
na placek o grubości ok. 5 mm i radełkiem kroimy na kwadraty
o boku ok. 10 cm. Na środek każdego kwadracika kładziemy łyżeczkę
nadzienia, a jego naroża unosimy do góry, ściskamy i obkręcamy o ok.
180º wokół osi pionowej ciastka. Oczywiście skręcanie
rozpłaszczonej końcówki można sobie darować, ale takie kruche
ciasteczka ciekawiej wyglądają.
Ciastka układamy na papierze
do pieczenia rozłożonym na blaszce i pieczemy w temperaturze
ok. 200ºC do zarumienienia (ok. 10 min, lub jak w oryginale 30–40
min. w temp 175ºC). Po wyłożeniu na talerz, miseczkę kruche
ciasteczka można oprószyć dla ozdoby cukrem pudrem.
Smacznego!
Tajskie krakersy z nori
Tajskie krakersy z nori - dzis dla odmiany cos zdrowego z przepisu Jamesa, witariańskiego szefa kuchni
SKŁADNIKI:
PRZYGOTOWANIE:
Wszystkie składniki oprócz nori blendujemy na gładką pastę. Następnie na arkuszach rozsmarowujemy ową pastę, na około 3-5 mm i z góry nakładamy arkusz nori - tak by powstała kanapka.
W przepisie podane jest by kroić zaraz po przyrządzeniu, a następnie suszyć. Polecam jednak spróbować, pokroić nasze krakersy miedzy suszeniami.
Suszenie - dla posiadajacych dehydrator: 8 godzin, w temepraturze 105 stopni.
Dla nieposiadających dehydratora: używamy piekarnika z termoobiegiem, lub bez, suszymy na słońcu, na patelni - bez tłuszczu, na bardzo małym ogniu.
SKŁADNIKI:
- 4 arkusze nori
- około 2 szklanki nasion słonecznika, wcześniej moczonych
- około 1/2 szklanki świeżej kolendry
- około 1/2 szklanki wody
- 1 łyżka świeżej bazylii
- 2 łyżki soku z limonki
- 1 łyżka nektaru agawy, lub miodu
- 2 łyżki sosu sojowego tamari
- 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne
- 1/2 łyżeczki chili w proszku
- 3 łyżeczki kminku
- 3 łyżeczki sproszkowanej cebuli
- 2 łyżeczki sproszkowanego czosnku
- 1 łyżeczka mielonego imbiru
- 1 łyżeczka kurkumy
- 1 łyżeczka oregano
- 1/2 łyżeczki soli.
PRZYGOTOWANIE:
Wszystkie składniki oprócz nori blendujemy na gładką pastę. Następnie na arkuszach rozsmarowujemy ową pastę, na około 3-5 mm i z góry nakładamy arkusz nori - tak by powstała kanapka.
W przepisie podane jest by kroić zaraz po przyrządzeniu, a następnie suszyć. Polecam jednak spróbować, pokroić nasze krakersy miedzy suszeniami.
Suszenie - dla posiadajacych dehydrator: 8 godzin, w temepraturze 105 stopni.
Dla nieposiadających dehydratora: używamy piekarnika z termoobiegiem, lub bez, suszymy na słońcu, na patelni - bez tłuszczu, na bardzo małym ogniu.
Wafle
Jednym z najprostszych do przygotowania i uwielbianym przez dzieci deserem jest wafel, przekładany masą z kajmaku zmiksowanego z masłem, Chrupiące wafle smaruje się nią dokładnie i układa jeden na drugim, a potem… od razu można podawać, chociaż moja mama zawsze lubiła odstawić wafle z masą, żeby delikatnie nią przesiąkły i zmiękły. Wafel może być przygotowany na wiele sposobów, łącznie z gotowaniem kajmaku od podstaw, ze słodzonego mleka lub przygotowaniem go na mleku słodzonym w puszce albo z gotowej, puszkowanej masy krówkowej. Po utarciu z masłem, można dodać też do całości odrobiny mielonych orzechów, kawy lub migdałów, dzięki czemu wafel uzyska dodatkowy smak i aromat.
Czas przygotowania: ok. 15 minut
Składniki (dla 4-6 osób):
- 1 opakowanie (6 płatów ok. 40×40 cm) wafli
- ok. 550 g kajmaku (przygotowany samodzielnie lub gotowy, w puszce)
- 1 kostka masła (wyjęte z lodówki 1 godzinę przed przfla)
Wykonanie:
Krok 1. Masło ucieramy na puszysty krem za pomocą miksera.
Krok 2. Dodajemy kajmak i ucieramy z masłem na jednolitą masę.
Krok 3. Każdy płat smarujemy niezbyt grubo masą i przykrywamy kolejnym płatem wafla.
Krok 4. Odstawiamy wafla na ok. 15-30 minut, dzięki czemu delikatnie zmięknie i będzie się wygodniej kroić.
Krok 5. Kroimy wafla w trójkąty, kwadraty lub równoległoboki.
Piernik
Godzinę przed przybyciem gości dowiedziałam się o ich planach odwiedzenia mnie, musiałam szybko coś wymyślić w krótkim czasie, wpadł i do głowy piernik. Szybki piernik z różnymi bakaliami, udekorowany kandyzowanymi wiśniami i
migdałami. Możecie upiec go już teraz i zawiniętego w folię aluminiową
przechować w chłodnym miejscu do jakiej kolwiek uroczystości. Możecie upiec go również tak jak ja, na
ostatnią chwilę, bo piernik jest miękki zaraz po upieczeniu.
Składniki:
Składniki:
- 350g miodu
- 120g cukru
- 200g masła lub margaryny
- 2 jajka
- 1 łyżka przyprawy do piernika (kupnej lub domowej)
- 1 łyżeczka startej skórki z pomarańczy
- 2 łyżeczki cynamonu
- 500g mąki pszennej
- 4 łyżeczki proszku do pieczenia
- 1 łyżka kakao
- 125ml mleka
- 100g kandyzowanej skórki pomarańczowej
- 150g kandyzowanej skórki cytrynowej
- 100g posiekanych orzechów laskowych
- 100g migdałów w słupkach
- 100g wiśni kandyzowanych
- Miód, cukier i masło podgrzewać stopniowo, ciągle mieszając, aż wszystkie składniki się połączą. Pozostawić do ostygnięcia.
- Kandyzowaną skórkę pomarańczową i cytrynową (jeśli jest duża to posiekać na drobno) wymieszać z orzechami laskowymi i łyżką mąki. Odstawić na bok.
- Osobno wymieszać resztę mąki z proszkiem do pieczenia i kakao. Odstawić na bok.
- Ostudzony miód z cukrem i masłem przelać do miski. Dodać przyprawę do piernika, skórkę startą z pomarańczy i cynamon. Miksując mikserem na najwyższych obrotach dodawać po jednym jajku. (Każde jajko miksować co najmniej 0,5 min.)
- Zmniejszyć obroty miksera na średnie i dodawać mąkę z proszkiem i kakao na przemian z mlekiem. Miksować tylko do połączenia się składników.
- Na końcu wmieszać szpatułką lub łyżką drewnianą kandyzowane skórki i orzechy.
- Ciasto przełożyć do formy prostokątnej o wymiarach ok. 35 x 24cm, wyłożonej papierem do pieczenia.
- Wiśnie kandyzowane przekroić na pół i poukładać na cieście, wypukłą stroną do góry. Posypać migdałami w słupkach.
- Piec w nagrzanym piekarniku ok. 30min. w temperaturze 180°C (lub termoobieg: 160°C) do suchego patyczka.
- Po upieczeniu wyciągnąć ciasto z piekarnika i pozostawić do całkowitego ostygnięcia.
- Ciasto przechowywać w chłodnym miejscu owinięte folią aluminiową lub zawinięte w ściereczkę i włożone do worka.
Ciasto z masłem orzechowym i krakersami.
Ciasto z krakersami i masłem orzechowym
Mając trochę wolnego czasu spędzam na gotowaniu lub czytaniu książek. Wczorajsze popołudnie spędziłam na tym drugim.
W ostatnio czytanych książkach bohaterowie dość często zajadają się masłem orzechowym z krakersami. że dosyć często, bohaterowie jego powieści jadają masło orzechowe z krakersami. Poszłam, więc dziś do sklepu i kupiłam krakersy Dr Gerarda i masło orzechowe i postanowiłam upiec ciasto z tymi produktami. Słodki, niezwykle delikatny, kakaowy biszkopt, słone, chrupiące krakersy i krem z masła orzechowego, to połączenie jest idealne.
Ciasto smakowało nawet mojej siostrze, która nie przepada za masłem orzechowym i ogólnie wybrzydza – to potwierdza, że ciasto faktycznie przypadnie pod gust każdemu.
Ciasto z krakersami i masłem orzechowym
Składniki na biszkopt:
4 jajka (w temperaturze pokojowej)
7 łyżek mąki ziemniaczanej (70g)
2 łyżki mąki pszennej (20g)
80g cukru
aromat waniliowy
łyżka oleju
2 łyżki kakao
Sposób wykonania.
Białka oddzielić od żółtek. Białka ubić mikserem stopniowo dosypując cukier.
Do ubitych białek (nadal miksując) wrzucać po jednym żółtku, wlać armat i olej.
W misce wymieszać razem mąki i kakao.
Do masy jajecznej delikatnie mieszając dosypywać mąkę. Użyłam do tego szpatułki kuchennej. Nie polecam używać miksera – piana opada. Otrzymaną masę przelać do formy (wyłożonej papierem, lub posmarowanej masłem i posypanej bułką tartą***) i piec przez 30-40 minut w temperaturze 180°C do ‚suchego patyczka’
Biszkopt wyjąć i ostudzić.
Składniki na krem:
400ml-500ml śmietany 30%
4 łyżki masła orzechowego
śmietan fix
Dodatkowo:
paczka słonych krakersów Dr Gerarda (250 g)
Ubijając śmietanę dodać śmietan fix. Gdy śmietana zgęstnieje dodać masło orzechowe i miksować, aż dokładnie połączy się z śmietaną.
Na wystudzone ciasto wyłożyć cienką warstwę kremu. Ułożyć warstwę krakersów, dać kolejną warstwę kremu i krakersów. Resztę kemu wyłożyć na wierzch i posypać pokruszonymi krakersami.
Schłodzić.
Smacznego
Bad Day
- Jak wam minął tydzień? – Zapytał Leszek.
- U mnie spoko… - Odpowiedziała Jola.
- Lola – u ciebie to zawsze jest spoko… - Odburknął Jacek.
- A tobie co? – Wtrąciła Kaśka.
- Zapłacił mandat, ale prawko zostało… - Z odpowiedzią
uprzedził Jacka Marek.
- Gdyby stracił prawko, to zostałby mu jeszcze rower… -
Piskliwym cichym głosem wtrąciła Sylwia.
- No… I hulajnoga! Sylwia, jak masz gadać babskie bzdury, to
lepiej milcz… - Odpryskliwie odgryzł się Jacek.
- Dziewczę dobrze mówi! A coś taki nerwowy… Obiadu jeszcze
nie jadłeś? Mandaty płaci dziś wielu… Powinieneś być usatysfakcjonowany, że
jesteś jednym z wielu ratujących budżet… - Z odrobiną ironii, powiedział
Leszek.
- No pewnie że dobrze mówi! Jazda na rowerze wyszłaby na
zdrowie. Może dzięki temu, wyplułbyś więcej tej smoły która zalega ci w
płucach, od tych nieznośnych śmierdzieli! – W obronie swojej koleżanki,
zdecydowanym głosem powiedziała Jola.
- Apropos rowerów, to może byśmy się jutro gdzieś wybrali… -
Zaproponował Marek.
- Ja odpadam. Odburknął Jacek.
- A ja wiedziałam z góry, że ty odpadasz… - Złośliwie
syknęła Sylwia.
- Ty Sylwia, razem z Jolą jesteście takie same. Obie lepiej
się nie odzywajcie – kumoszki jedne… - Odburknął obraż
Ony Jacek.
- Coś ty taki nie do życia chłopie… To przez ten mandat? –
Zapytał Marek.
- Nie wiem… Mam „bad day”… - Odburknął Jacek.
- Rzuć te wstrętne śmierdzące „szlugi”! To są prawdziwe
„gwoździde do trumny”! To przez nie jesteś taki nie do życia… - Powiedziała
zdecydowanym tonem Kaśka.
- A tam, gadasz... Właśnie że mnie uspokajają… - Odburknął
Jacek.
- Nie prawda, Kaśka ma rację… To co mówisz, jest złudne i
służy nałogowi po to, aby się jakoś przed sobą wytłumaczyć. Znaczy jedynie o
słabości człowieka palącego… To palenie – a mówiąc ściślej – nałóg - jest przyczyną stresów i stanów nerwowych.
Jak chcesz, to wytłumaczę ci dokładnie jak to działa. – powiedział Leszek.
- Nie, dzięki… Ja to wszystko wiem… Chciałbym nawet rzucić,
ale to nie takie proste… Próbowałem już kilka razy… Najdłużej bez palenia wytrzymałem
5 dni. – Spokojnie odparł Jacek.
- No to więcej mobilizacji! Skoro sam chcesz, to już jest
mały sukces. Teraz normalnie przestań. Jak nie będziesz dawał rady, to poproś o
pomoc fachowców. – Powiedziała Sylwia.
- Spróbuję jeszcze raz… Najbardziej przeraża mnie to, że
zacznę pożerać wszystko co można… Za pół roku, będę wyglądał jak… Misiu Yogi! –
Odparł Jacek.
- Początki mogą być trudne… Ale dla chcącego… - Powiedziała
Jola.
- Możesz przerzucić się na krakersy Dr. Gerarda! –
Powiedziała Kaśka.
- Abo pierniki! Są pyszne i z pewnością zdrowsze jak te
wstrętne i trujące pety! – Powiedziała Jola.
- No dobrze – spróbuję jeszcze raz! – Z uśmiechem
odpowiedział Jacek.
- Myślę, że w razie potrzeby wsparcia, możesz na nas liczyć…
- Zaproponował Marek.
- Pewnie że tak! – Krzyknęli wszyscy.
W kolejce.
Godz 7,15 podchodzę pod drzwi przychodni, która jeszcze jest zamknięta, a tam ludzi co niemiara. Pani mi tłumaczy, że rejestrują dopiero od 7,45. No cóż trzeba czekać pytam kto ostatni?. Odzywa się młoda mama z dzieckiem, więc ustawiam się za nią. Stojąc tak czas bardzo się dłuży, więc zagaduję do mamy z dzieckiem. Zaczynamy rozmawiać praktycznie o wszystkim i o niczym. Mały Wojtuś, który spał sobie w wózeczku właśnie się obudził zaczyna się coraz bardziej niecierpliwić. Mama próbuje go uspokoić, ale jakoś nie bardzo on na to reaguję. Zaczęłam się zastanawiać, jak go czymś zająć. Przypomniałam sobie, że przecież mam w torebce biszkopty Dr Gerarda, którymi poczęstowałam małego. Wojtuś zaczął zajadać biszkopty i od razu był spokojniejszy. Młoda mama mówi mi, że Wojtusiowi bardzo smakują te biszkopty, więc ja jej tłumaczę, że ja je zawsze kupuję swoim wnukom, właśnie słodycze Dr Gerarda, gdyż uważam, że są bardzo smaczne można je nawet komuś sprezentować, bo mają takie kolorowe ładne opakowania. Moje wnuki to bardzo lubią markizy i pierniki, a mąż to uwielbia krakersy. Bardzo smaczne są też ciastka kruche można je spotkać, a to z czekoladą albo z kremem. Podeszła do nas koleżanka tej pani, którą też poczęstowałam biszkoptami i oczywiście bardzo jej smakowały. Czas nam płynął szybko na rozmowie o słodkościach Dr Gerarda i nawet żeśmy się nie spostrzegły, jak drzwi przychodni się otworzyły i wszyscy ruszyli do wejścia.
czwartek, 25 czerwca 2015
„Nauka gry na gitarze”
Na początku roku pani wychowawczyni poinformowała, iż w
szkole utworzonych zostało kilka kół zainteresowania, takich jak koło nauki gry
na organach, gitarze, fotograficzne i wiele innych.
Od dziecka podobało mi się brzmienie gitary i bardzo
pragnęłam nauczyć się na niej grać, więc postanowiłam wykorzystać okazję i
zapisać się do kółka nauki gry na tym oto instrumencie strunowym.
Idąc na pierwsze spotkanie - organizacyjne, bardzo cieszyłam
się, że moje marzenie ma realną szansę na spełnienie. W Sali było kilkoro
chętnych do nauki. Pan instruktor bardzo miło i ciepło nas przywitał.
Przedstawił się i poprosił nas o to samo, abyśmy nie czuli się skrępowani w
stosunku do siebie.
Po ceremonii prezentacji siebie, w celu likwidacji wszelkich
barier, wyjął z biurka duży talerz z pysznie wyglądającymi przeróżnymi
ciastkami i poprosił, abyśmy poczęstowali się i osłodzili sobie pierwsze
spotkanie. Na talerzu leżały biszkopty, pierniki, wafle i markizy.
Pan instruktor zapewnił, iż w przypadku zabraknięcia ma
jeszcze kilka opakowań w biurku i na dowód wyjął jedno. Smak ciastek mówił sam
za siebie, ale opakowanie potwierdziło moje przypuszczenia, iż są to produkty firmy
Dr Gerard.
Pierwsze spotkanie było iście informacyjne. Pan instruktor
opowiadał nam jakimi krokami dojdziemy do samej gry na gitarze, zaczynając od
historii powstania instrumentu, poprzez zapoznanie się z budową instrumentu,
jak i nauką zapisu oraz odczytu nut. Następnie ćwiczenie palców na gryfie i
wreszcie sama nauka.
Pan instruktor poprosił nas o zapamiętanie tej pierwszej, słodkiej
lekcji, w celu wyciągnięcia wniosków na przyszłość, czy również na koniec roku,
ostatnia lekcja nauki gry na instrumencie będzie równie słodka bez ciastek, jak
ta pierwsza informacyjna.
Ciastka, skoki i chudzizna
To co jest dobre, to się lubi. Nie każdy
jednak ma taki sam smak.
To co się lubi,
zależy od smaku danej osoby. „Smak” więc jest zatem kwestią gustu – czyli
pojęciem względnym.
Ela na przykład, lubi ciasteczka firmy Dr.
Gerard. A najbardziej – markizy oraz biszkopty – chociaż inne również, lecz już
nie tak bardzo jak te. Ela lubi ciastka, ale nie tylko. Ela lubi rozmawiać.
Rozmawiać po polsku i angielsku. Po włosku też może, ale już tak nie lubi.
Kiedy poszła do szkoły, to w angielskim się już dogadała - jako tako. Nauczyła
się tego - sama, z bajek w kablówce. Jak miała 20 lat, to przetłumaczyła
pierwszą książkę - z angielskiego na polski. No to od początku… Ela lubi
ciastka, lubi też rozmawiać. Ale lubi też i czytać. Czyta dość sporo. Tak w
trakcie rozmów, jak i czytania, może – i lubi – jeść ciastka. Lecz nie tylko
lubi jeść ciastka, rozmawiać i czytać. Lubi również sporty ekstremalne. A
najbardziej – szybką jazdę na motocyklu, i skoki spadochronowe. W trakcie
skoków to za bardzo ciastek sobie mie poje, ale nadrobi wszystko po skokach.
Zwłaszcza jak poziom adrenaliny opadnie. Wtedy musi zjeść coś konkretnego. A
później kawa i ciastko. I dobrze, jak jest z kim porozmawiać – na przykład o
jeździe na motocyklu. Później powrót do domu, jakaś dobra książka, albo
spotkanie ze znajomymi. Ze znajomymi jak się spotyka, to ciastka dobrze
smakują. Ale można też porozmawiać – albo pośpiewać… Ela bardzo lubi śpiewać. A
także grać na gitarze i flecie. Jak uczyła się grać na gitarze, to po pierwszym
dniu nauki zagrała „Hey Jude”. Trochę „rzępoliła”, ale wiadomo było o co
chodzi. Ela to fajna dziewczyna. I wizualnie – i jako człowiek, kumpela.
Chociaż bardzo lubi słodkie, to absolutnie po niej tego nie widać. Jest chuda
jak szczapa. Innych to trochę denerwuje, że ich nawet powietrze tuczy… Mówią
wtedy z odrobiną goryczy, że nie ma sprawiedliwości... Na to Ela im odpowiada: „Poskaczcie
trochę!”
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)