poniedziałek, 20 lipca 2015

Znowu sen...




- Hej Mariola! Dawno się nie widzieliśmy. Kiedy wróciłaś z obozu?

- Cześć Mariusz! Wróciłam wczoraj wieczorem, ale byłam tak zmęczona, że zaraz poszłam spać. No wiesz, wygodne łoże… Nie miałam takiego od dwóch tygodni. Dziś spałam do południa, ale jak się obudziłam, to w pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie jestem. Spałam bardzo mocno i śniły mi się jakieś koszmary. Ale nie pamiętam nawet dobrze, co śniło mi się dokładnie. Wstałam z bulem głowy i podpuchniętymi oczami. Chyba leniuchowałam zbyt długo – i to chyba przez to. Nawet nie miałam apetytu na śniadanie… Wypiłam mocną kawę i zjadłam ciastko, które nawet mi posmakowało. A teraz wyszłam z domu, żeby po dwóch tygodniach mojej nieobecności tutaj, sprawdzić czy coś się zmieniło w moim miasteczku I żeby wyluzować się jakoś… Jakoś dojść do siebie i ochłonąć.

- Nieźle wyglądasz…

- Dzięki za komplement! Wyglądam chyba raczej normalnie…

- Wyglądasz świetnie! Ale co… Nie jesteś zadowolona z tego wyjazdu?

- Ależ skądże znowu! Zadowolona jestem jak najbardziej! Było wręcz fantastycznie! Choć z drugiej strony, to ten obóz kosztował mnie bardzo wiele… Lecz nie tylko koszty finansowe, bo w większości ten wyjazd pokryli sponsorzy i związek. Ale sam pobyt tam – warunki, dieta, zajęcia, treningi… Przez pięć dni to był koszmar… Później już coraz lepiej – a kiedy nadszedł czas wyjazdu, to trzeba było przejść kolejny koszmar, gdyż żal było wyjeżdżać. Dwa tygodnie niby krótko… Teraz wiem już, że dla mnie, to zdecydowanie za krótko! Z drugiej strony patrząc, to też przychodziły różne myśli do głowy… Również myślałam o moich znajomych, rodzinie, domu… Im dalej jest się od bliskich, tym bardziej się tęskni. Ale tydzień jeszcze mogłabym wytrzymać! O, Mariusz – widzisz tego chłopca?

- Tego co je ciastko?

- Tak – właśnie tego… Teraz przypomniało mi się, co mi się śniło. .. Mianowicie, że w Meksyku podczas treningu, mijałam kogoś kto jadł krakersy z Polski – firmy Dr. Gerard. A ja byłam bardzo głodna i chciałam żeby ten ktoś mi dał choć jedno. Zatrzymałam się, a ten człowiek odwrócił się, spojrzał na mnie i zjadł ostatniego krakersa! A zaraz potem, przemienił się w potężnego pięknego ptaka – i odleciał… Kiedy się obudziłam, to nawet nie myślałam o tym… Zrobiłam sobie kawę i zjadłam ciastko – właśnie Dr. Gerarda, ale nie krakersa, tylko wafle. Niedługo będę miała ważne zawody… Ciekawe czy to miał być jakiś proroczy sen???

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz