- Hej Mariola! Dawno się nie widzieliśmy. Kiedy wróciłaś z
obozu?
- Cześć Mariusz! Wróciłam wczoraj wieczorem, ale byłam tak
zmęczona, że zaraz poszłam spać. No wiesz, wygodne łoże… Nie miałam takiego od
dwóch tygodni. Dziś spałam do południa, ale jak się obudziłam, to w pierwszej
chwili nie wiedziałam gdzie jestem. Spałam bardzo mocno i śniły mi się jakieś
koszmary. Ale nie pamiętam nawet dobrze, co śniło mi się dokładnie. Wstałam z
bulem głowy i podpuchniętymi oczami. Chyba leniuchowałam zbyt długo – i to
chyba przez to. Nawet nie miałam apetytu na śniadanie… Wypiłam mocną kawę i
zjadłam ciastko, które nawet mi posmakowało. A teraz wyszłam z domu, żeby po
dwóch tygodniach mojej nieobecności tutaj, sprawdzić czy coś się zmieniło w
moim miasteczku I żeby wyluzować się jakoś… Jakoś dojść do siebie i ochłonąć.
- Nieźle wyglądasz…
- Dzięki za komplement! Wyglądam chyba raczej normalnie…
- Wyglądasz świetnie! Ale co… Nie jesteś zadowolona z tego
wyjazdu?
- Ależ skądże znowu! Zadowolona jestem jak najbardziej! Było
wręcz fantastycznie! Choć z drugiej strony, to ten obóz kosztował mnie bardzo
wiele… Lecz nie tylko koszty finansowe, bo w większości ten wyjazd pokryli
sponsorzy i związek. Ale sam pobyt tam – warunki, dieta, zajęcia, treningi…
Przez pięć dni to był koszmar… Później już coraz lepiej – a kiedy nadszedł czas
wyjazdu, to trzeba było przejść kolejny koszmar, gdyż żal było wyjeżdżać. Dwa
tygodnie niby krótko… Teraz wiem już, że dla mnie, to zdecydowanie za krótko! Z
drugiej strony patrząc, to też przychodziły różne myśli do głowy… Również
myślałam o moich znajomych, rodzinie, domu… Im dalej jest się od bliskich, tym
bardziej się tęskni. Ale tydzień jeszcze mogłabym wytrzymać! O, Mariusz –
widzisz tego chłopca?
- Tego co je ciastko?
- Tak – właśnie tego… Teraz przypomniało mi się, co mi się
śniło. .. Mianowicie, że w Meksyku podczas treningu, mijałam kogoś kto jadł
krakersy z Polski – firmy Dr. Gerard. A ja byłam bardzo głodna i chciałam żeby
ten ktoś mi dał choć jedno. Zatrzymałam się, a ten człowiek odwrócił się,
spojrzał na mnie i zjadł ostatniego krakersa! A zaraz potem, przemienił się w
potężnego pięknego ptaka – i odleciał… Kiedy się obudziłam, to nawet nie
myślałam o tym… Zrobiłam sobie kawę i zjadłam ciastko – właśnie Dr. Gerarda,
ale nie krakersa, tylko wafle. Niedługo będę miała ważne zawody… Ciekawe czy to
miał być jakiś proroczy sen???
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz