poniedziałek, 27 lipca 2015
Las po wichurze.
Upały nareszcie mamy za sobą i w końcu jest czym oddychać, więc mój trzyletni wnuczek nareszcie zgodził się, aby zacząć wychodzić z domu. Dzisiaj postanowiliśmy, że pospacerujemy po naszym niedaleko położonym lasku. Zaczęliśmy się szykować na nasz spacer. Do plecaka wpakowałam dwie paczki ciastek Dr Gerarda, biszkopty, pierniki i butelkę wody mineralnej. Jak chyba każde dziecko tak i on uwielbia słodycze, więc musiałam je spakować bardzo szybko, żeby się nie zorientował co ja tam biorę, bo od razu by chciał., żeby mu dać. Szliśmy sobie powolutku i oglądaliśmy prawie każdego kwiatka, każdą trawkę, ale najbardziej zainteresowały go połamane po ostatniej wichurze drzewa i krzewy. Jak było to możliwe podchodziliśmy jak najbliżej, aby mógł zobaczyć co się to stało. Bardzo był ciekawy i zadawał ciągle pytania, dlaczego to drzewo tak wisi na drugim drzewie, a czemu to wystaje z ziemi. Podeszliśmy również do drzewa, które było wyrwane z korzeniami i tu było moc pytań. A czemu to tak jest, a dlaczego taki duży dół, a co to są korzenie i w ogóle. Podszedł bliżej tego dołu i zobaczył jak w nim spacerują mrówki, po prostu był zachwycony. Nie chciał stamtąd odejść. Przypomniałam sobie, że przecież mamy ze sobą ciastka Dr Gerarda, więc poczęstujemy nimi nasze mrówki. Otworzyłam paczkę w której były biszkopty Dr Gerarda i podałam je małemu. Najpierw wziął sobie jedno, a potem drugie pokruszyliśmy i wrzuciliśmy do dołu dla mrówek.Stał nad tym dołem i cały czas obserwował jak one zbierają okruszki, jak szybciutko chodzą, bardzo był ciekawy, więc musiałam mu dużo opowiadać. Tak się zajął oglądaniem mrówek, że zapomniał o słodyczach, które mieliśmy ze sobą. Ciężko było go stamtąd zabrać, pokazałam mu, że jeszcze mamy pierniki Dr Gerarda, i że dostanie je po drodze, jak pójdziemy do domu. Dużo nawet nie protestował, bo wiedział, że zanim dojdziemy do domu to jeszcze zje smacznego piernika Dr Gerarda.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz