Mój młodszy dobry kolega i przyjaciel pracuje na stanowisku
elektryka w firmie, która serwisuje pewną sieć Marketów.
Co jakiś czas otrzymuje zlecenie jedno lub kilkudniowe na
serwisowanie od kilku do kilkunastu marketów w całej Polsce. Przeważnie jeździ
sam autem służbowym i któregoś dnia zaproponował mi dotrzymanie towarzystwa w
podróży na trasie serwisu.
Skoro dysponowałem dużą ilością wolnego czasu, to nie
namyślałem się długo ponieważ od zawsze lubiłem podróżować po Polsce. Tym
bardziej, że nie często życie oferuje takie okazje.
Bardzo wcześnie rano kolega podjechał służbowym autem pod mój
dom, zabrałem jakieś ciuchy na przebranie w razie pomocy w Markecie i
ruszyliśmy w trasę.
Pierwszy market nawiedziliśmy w celu serwisu zaledwie po
pięćdziesięciu kilometrach. Kolega zabrał skrzynkę narzędziową i poszedł do
kierownika sklepu a ja udałem się na krótką wycieczkę krajoznawczo-rozpoznawczą
po okolicy. Po godzinie spaceru odezwał się telefon w słuchawce głos kolegi „Wracaj
do bazy, ruszamy dalej.”
Wsiadam do samochodu, kolega stawia mi skrzynkę narzędziową
na kolanach otwiera wieko i pyta. Na co masz ochotę? Widząc na opakowaniach
logo firmy Dr Gerard, po prostu zaniemówiłem.
W skrzynce były: czekolada nadziewana, pierniczki
czekoladowe, markizy. Ja na to, do takiego zestawu jedynie brakuje filiżanki
dobrej kawy. Kolega stwierdził, iż po drodze do następnego punktu serwisowego będzie
niedrogi zajazd i będziemy mogli pozwolić sobie na chwilę relaksu przy kawie i
słodkościach Dr Gerarda. Zajazd był bardzo przytulny i na dodatek w lesie, że
aż nie chciało nam się jechać do kolejnego marketu na serwis, a to za sprawą
słodyczy Dr Gerarda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz