W miniony weekend pogoda nie rozpieszczała. Lipiec w tym roku wyjątkowo kapryśny i w ogóle często zaskakuje deszczem. Mimo wszystko postanowiliśmy wybrać się na rodzinny wypad za miasto. Z naszą dwójką dzieci i ukochanym psem Fajką.
Pojechaliśmy w nasze ukochane okolice gdzie są lasy i piękne jeziora. Dzieci są w wieku wczesno szkolnym więc jeszcze nie miały okazji zwiedzić Żnina-Biskupina-Wenecji.
To ukochane tereny z mojej młodości. Najpierw pojechaliśmy do Żnina do Muzeum kolejnictwa syn wprost nie mógł się nadziwić starymi pociągami. Stamtąd udaliśmy się kolejką wąskotorową do Biskupina. Mój syn był zachwycony.
Mimo, że podróż trwała tylko dwadzieścia minut, to moc wrażeń i nowości sprawiła, że byliśmy nieco głodni. W wagonikach "uratowały" nas markizy i krakersy Dr Gerarda. Dały nam energię i moc na zwiedzanie prastarego Grodu.
W między czasie pogoda bardzo się zepsuła. Niewiadomo skąd przywiało wielkie chmury. Zdążyliśmy ledwo wejść na teren osady i deszcz to mało -ulewa! Totalne oberwanie chmury. O wymarzonym obiedzie trzeba było zapomnieć. Dzieciakom i nam burczało w brzuchach, a deszcz nie dawał za wygraną.
Na szczęście mój cudowny małżonek Janusz spakował do plecaka prócz wody i termosu z herbatą pyszności od Dr Gerarda. Spakował moje ukochane pierniczki. Dzieci uwielbiają biszkopciki, które maczały w herbacie.
Pomimo deszczu rodzinny wypad na Pałuki uważam za bardzo udany. Bycie na łonie natury zbliża nas i daje odpoczynek i wytchnienie. Dzięki Dr Gerardowi mogliśmy poczuć się jak nasi przodkowie i spałaszować pyszności w zabytkowej osadzie. Szkoda tylko, że Dr Gerard nie robi karmy dla naszego pupila Fajki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz