poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Wierny przyjaciel

       Sobotnim rankiem mama weszła do pokoju i powiedziała:
-Wstawaj. Zobacz, jaki piękny dzień. Szkoda marnować czas na wylegiwanie się.- po tych słowach udała się spiesznie do kuchni.
Przeciągnęłam się i wyjrzałam za okno- rzeczywiście pięknie! Słońce świeci, ptaki śpiewają, a w powietrzu unosi się zapach nadchodzącego lata i tak długo oczekiwanych wakacji. Postanawiam nie marnować więcej czasu i jak najszybciej pójść na dwór. Ubrana idę do kuchni na śniadanie. Jest to niewielkie pomieszczenie, ale bardzo przytulnie urządzone, można powiedzieć- w stylu wiejskim. Moja mama starała się stworzyć tu jak najlepszy klimat; udało się.
-Co chcesz na śniadanie- grzanki czy zupę mleczną?- pytanie mamy przerywa moje rozmyślania.
-Może być zupa- odpowiadam, a na deser kakao i ciasteczaka Dr Gerarda. 
Chcę jak najszybciej uporać się z jedzeniem i pójść do Justyny- mojej najlepszej koleżanki i przekazać jej fantastyczną nowinę- przyjeżdża do nas moja kochana babcia Janka.
 Nie odwiedzała nas przez długi czas i my nie jeździliśmy do niej. Pamiętam, kiedy byłam jeszcze brzdącem, wybierałyśmy się razem nad jezioro i na spacery po lesie.
Zjadam spiesznie zupę, a na deser mama podała ciasteczka wit’AM musli, jabłko, rodzynki. 
 Bardzo smaczene te ciasteczka, katóre podałaś mamo - stwierdzam.
 Wiem, bo mnie też bardzo smakują ciasteczka wit’AM musli, jabłko, rodzynki - odpowiedzaiła mama.  
 Po  zjedzeniu śniadanie, wychodzę przed dom.
 Cóż za zapach!
 Wciągam to wspaniałe, rześkie powietrze do płuc. Uwielbiam, jak wieś pachnie o poranku i jej zapach połączony z aromatem dzikich ziół i kwiatów polnych.
Podbiega do mnie Żarłok, mój pies kundel. Towarzyszy mmi wiernie przez całą drogę do Justyny. Jej dom znajduje się w centrum wsi, więc musimy przejść około dwóch kilometrów. Spacer upływa nam na „rozmowie”. Opowiadam Żarłokowi o Piotrku. Poznałam go podczas ferii zimowych; to była miłość od pierwszego wejrzenia. Obiecał, że będzie mnie odwiedzał, a jak na razie przyjechał tylko 3 razy. Miałam nadzieję, że przyjedzie dziś lub jutro tak, jak obiecywał, ale już raczej nie odwiedzi mnie. Wydaje mi się, że Żarłok słucha ze zrozumieniem i rozważa wszystko w swojej kosmatej głowie.
W końcu docieramy na miejsce. Gdy podchodzę do drzwi, pies odchodzi. Przestrzegam go:
-Tylko się nigdzie nie szwendaj!
Ale odszedł za daleko, aby mnie usłyszeć i odpowiada mi tylko machnięcie ogona.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz