poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Marszobiegi




   Dziś przygrzało od rana. Czuć w powietrzu świeżość flory. Nie chce się w domu siedzieć… Trzeba pomyśleć o jakimś wiosennym wypadzie! Zadzwoniłem do kumpla – może ugadamy się na jakiś trening za miastem…

- Hej Janusz. Masz jakieś plany na dziś?

- A czemu pytasz? Masz jakieś propozycje?

- Myślę że przy tak pięknej pogodzie, moglibyśmy sprawdzić formę… Co ty na to???

- Kurczę… Trochę mi się nie chce… Tak od początku tygodnia? Jak dziś zaczniemy, to będziemy tak cały tydzień… Chyba nie…

- A jadłeś już śniadanie i jesteś po kawie?

- No, coś tam wrzuciłem… Kawę też.

- A zjadłeś już „pełnoziarniste ciastka zbożowe”???

- To te od firmy Dr. Gerard…?

- Naturalnie! Zdaje się że jeszcze nie…

- A skąd wiesz?

- Poznaję od razu! Gdybyś jadł, to nie musiałbym cię tyle namawiać!

- Masz rację – nie jadłem! Ale zaraz to zrobię. Widziałem że Magda kiedyś kupiła całą torbę, to pewnie muszą jeszcze być w domu. Jak zjem ten „cudowny specyfik” – Dr. Gerarda – i poczuję moc, to oddzwonię.

- Dobrze. Życzę smacznego! I czekam z niecierpliwością…


   Szczerze mówiąc, to połowicznie wierzyłem w to że Janusz da się przekonać dziś na jakieś marszobiegi… Jest go bardzo ciężko przekonać do czegokolwiek… Jednak w wolnej chwili zacząłem szukać trasy – tak na wszelki wypadek… Jak na początek – 25-30 km. Telefon zadzwonił dość szybko – nie zdążyłem nawet zastanowić się skąd zaczniemy…

- No i jak jesteś gotowy???

- Mam dres i buty. Wodę i ciastka kupimy po drodze! Mam przyjechać – czy ty zaglądniesz???

- Przyjadę do ciebie. Po drodze kupię co trzeba. Ale wiesz co? Ale ten Dr. Gerard dał mi „kopa”! Czuję się świetnie i mam werwę! Musimy znaleźć tylko jakieś fajne ścieżki!

- Może zanim dojedziesz, to znajdę jakąś nową trasę i wydrukuję ją…

- Dobra – na razisko!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz