Dziś przygrzało od
rana. Czuć w powietrzu świeżość flory. Nie chce się w domu siedzieć… Trzeba
pomyśleć o jakimś wiosennym wypadzie! Zadzwoniłem do kumpla – może ugadamy się
na jakiś trening za miastem…
- Hej Janusz. Masz jakieś plany na dziś?
- A czemu pytasz? Masz jakieś propozycje?
- Myślę że przy tak pięknej pogodzie, moglibyśmy sprawdzić
formę… Co ty na to???
- Kurczę… Trochę mi się nie chce… Tak od początku tygodnia?
Jak dziś zaczniemy, to będziemy tak cały tydzień… Chyba nie…
- A jadłeś już śniadanie i jesteś po kawie?
- No, coś tam wrzuciłem… Kawę też.
- A zjadłeś już „pełnoziarniste ciastka zbożowe”???
- To te od firmy Dr. Gerard…?
- Naturalnie! Zdaje się że jeszcze nie…
- A skąd wiesz?
- Poznaję od razu! Gdybyś jadł, to nie musiałbym cię tyle
namawiać!
- Masz rację – nie jadłem! Ale zaraz to zrobię. Widziałem że
Magda kiedyś kupiła całą torbę, to pewnie muszą jeszcze być w domu. Jak zjem
ten „cudowny specyfik” – Dr. Gerarda – i poczuję moc, to oddzwonię.
- Dobrze. Życzę smacznego! I czekam z niecierpliwością…
Szczerze mówiąc, to
połowicznie wierzyłem w to że Janusz da się przekonać dziś na jakieś
marszobiegi… Jest go bardzo ciężko przekonać do czegokolwiek… Jednak w wolnej
chwili zacząłem szukać trasy – tak na wszelki wypadek… Jak na początek – 25-30
km. Telefon zadzwonił dość szybko – nie zdążyłem nawet zastanowić się skąd
zaczniemy…
- No i jak jesteś gotowy???
- Mam dres i buty. Wodę i ciastka kupimy po drodze! Mam
przyjechać – czy ty zaglądniesz???
- Przyjadę do ciebie. Po drodze kupię co trzeba. Ale wiesz
co? Ale ten Dr. Gerard dał mi „kopa”! Czuję się świetnie i mam werwę! Musimy
znaleźć tylko jakieś fajne ścieżki!
- Może zanim dojedziesz, to znajdę jakąś nową trasę i
wydrukuję ją…
- Dobra – na razisko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz