Janusz był za
jakieś pół godziny. Tryskał humorem i energią. Ubrany był w T-shirt i krótkie
spodenki.
- Kupiłem zgrzewkę mineralnej, soki – pomarańczowy i
warzywny, no i jeszcze – jakieś chrupkie pieczywo…
- A „pieczywo” – od Dr. Gerarda? Zapomniałeś…!
- No… Nie wiedziałem dokładnie ile mam kupić… Były tylko
te - „wit’AM musli, mleko, czekolada”…
- No właśnie te są przecież świetne!
- Hmmm… Ja również jestem podobnego zdania – dla mnie
wszystkie trzy rodzaje są świetne!
- Dla mnie również smakują wszystkie trzy rodzaje, ale te
właśnie, chyba najbardziej.
- Ale nie wiedziałem ile mam ich wziąć…
- To trzeba było zadzwonić…
- Tak – chciałem, lecz w tym markecie akurat straciłem
zasięg!
- No to trzeba było kupić tyle, żeby nie zabrakło…
- „Nie zabrakło” – to pojęcie względne… Ale kupiłem – po 30…
- Po 30 dkg?
- Nie… Po 30 paczek!
- Co tak mało…?
- Jak ci mało, to możemy jeszcze dokupić!
- Żartowałem…
- Kurczę… Znów się nabrałem… Dobra – choć jedziemy, bo nas
wieczór zastanie i będą „nici” z naszego marszobiegowego treningu!
- Spoko… Do południa jeszcze dwie godziny… Dotarcie na
miejsce nie zajmie nam zbyt wiele czasu. A trasę tych 25 km zaliczymy w jakieś
3 godziny!
- 3 godziny??? Tyle czasu… To chyba spacerkiem! Jak Dr.
Gerard nas wzmocni swoimi specyficznymi witaminami, to może zaliczymy jakieś 50
km…
- W 3 godziny 50 km??? To chyba z motorkiem w pewnej części
ciała! Takiego czasu nie wykręcisz, nawet wspomagając się „wit’AM musli, mleko,
czekolada”!
- Wykręcę, wykręcę! Jak nie w 3 godziny, to w 5! A jaką
wybrałeś trasę?
- Piękną! Trochę wzniesień, trochę równin, trochę lasu,
trochę wody… Może być czasem jakieś bagienko… Zabrałeś odpowiednie buty?
- Spoko głowa! Zabrałem!
- Ja również przygotowałem się jak należy. Wiesz co Janusz?
Chodzi mi po głowie taka myśl… Że będziemy maszerowali do tej pory, aż zjemy
wszystkie ciastka…
- To nam trochę zejdzie… Ale zgoda!
- To zaczynamy?
- Zaczynamy! Dr Gerard z nami!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz