poniedziałek, 18 maja 2015

Wyjazd pod namiot

Wreszcie nadszedł dzień tak długo oczekiwany przez państwa Kowalskich w którym to mieli udać się na tygodniowy urlop pod namiot. Jako pierwszy wstał pan Witold jeszcze przed brzękiem budzika więc aby nie budzić domowników wziął go w rękę i przesunął dźwignię budzenia na wyłączoną, następnie wstał z łóżka, podszedł do żaluzji, rozszczelnił ją robiąc szparkę i spojrzał przez nią. Na niebie nie zauważył ani jednej chmurki. A promienie słoneczne przez tak zrobioną szparkę zaczynały go razić. Pomyślał sobie, że wspaniałą pogodą zaczyna się urlop. Następnie poszedł do drugiego pokoju córki. Spała ona głębokim snem. Ich córka lubiła sobie pospać trochę dłużej jak nie miała obowiązku szkolnego i teraz pan Witold postanowił, że obudzi ją trochę później. Następnie udał się do łazienki w celu odświeżenia, a po skończeniu tej czynności zabrał się za przygotowanie śniadania. Postanowił, że to właśnie w ten dzień to on wyręczy żonę z przygotowania śniadania. Gdy było ono już przygotowane poszedł obudzić domowników. Po piętnastu minutach wszyscy siedzieli już przy stole, córka państwa Kowalskich po skończeniu jedzenia wraz z mamą zabrała się za pakowanie jedzenia na drogę. W koszyku oczywiście nie mogło zabraknąć wcześniej kupionych wit'AM musli mleko czekolada oraz pozostałych trzech rodzajów łakoci od Dr Gerarda. Po zapakowaniu ich rzeczy do samochodu udali się w kilkugodzinną podróż na Mazury. W czasie podróży chrupali musli wit’AM od Dr Gerarda, za którymi przepadali. Nad jezioro dotarli po południu. Pan Kowalski otworzył bagażnik i wyciągnął z niego namiot. Do jego rozstawienia ochoczo zabrała się cała trójka, także po kilku minutach był już gotowy. Zanieśli śpiwory do niego i od razu udali się do wody. Wody jeziora były ciepłe i przyjemne także i przez cały czas pobytu Kowalskich nad jeziorem dopisywało im słońce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz