Wreszcie nadszedł dzień tak długo oczekiwany przez państwa
Kowalskich w którym to mieli udać się na tygodniowy urlop pod namiot. Jako
pierwszy wstał pan Witold jeszcze przed brzękiem budzika więc aby nie budzić
domowników wziął go w rękę i przesunął dźwignię budzenia na wyłączoną,
następnie wstał z łóżka, podszedł do żaluzji, rozszczelnił ją robiąc szparkę i
spojrzał przez nią. Na niebie nie zauważył ani jednej chmurki. A promienie
słoneczne przez tak zrobioną szparkę zaczynały go razić. Pomyślał sobie, że wspaniałą
pogodą zaczyna się urlop. Następnie poszedł do drugiego pokoju córki. Spała ona
głębokim snem. Ich córka lubiła sobie pospać trochę dłużej jak nie miała
obowiązku szkolnego i teraz pan Witold postanowił, że obudzi ją trochę później.
Następnie udał się do łazienki w celu odświeżenia, a po skończeniu tej
czynności zabrał się za przygotowanie śniadania. Postanowił, że to właśnie w
ten dzień to on wyręczy żonę z przygotowania śniadania. Gdy było ono już
przygotowane poszedł obudzić domowników. Po piętnastu minutach wszyscy
siedzieli już przy stole, córka państwa Kowalskich po skończeniu jedzenia wraz
z mamą zabrała się za pakowanie jedzenia na drogę. W koszyku oczywiście nie
mogło zabraknąć wcześniej kupionych wit'AM musli mleko czekolada oraz
pozostałych trzech rodzajów łakoci od Dr
Gerarda. Po zapakowaniu ich rzeczy do samochodu udali się w kilkugodzinną
podróż na Mazury. W czasie podróży chrupali musli wit’AM od Dr Gerarda, za którymi przepadali. Nad
jezioro dotarli po południu. Pan Kowalski otworzył bagażnik i wyciągnął z niego
namiot. Do jego rozstawienia ochoczo zabrała się cała trójka, także po kilku
minutach był już gotowy. Zanieśli śpiwory do niego i od razu udali się do wody.
Wody jeziora były ciepłe i przyjemne także i przez cały czas pobytu Kowalskich
nad jeziorem dopisywało im słońce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz