środa, 27 maja 2015

"Niby blok"




- Cześć Zenek, Krystyna z tej strony…

- Cześć Krysia – poznałem … Co słychać?

- A dzięki – nic nowego, jakoś się kręci… A u Ciebie?

- Dziękuję – również bez zmian…

- Pomyślałam, że warto spotkać się i pogadać o starych – dobrych czasach…

- Krysiu – wiesz co? W prawdzie jeszcze nie zastanawiałem się nad naszym spotkaniem, ale zaraz pomyślę, w ciągu dziesięciu minut oddzwonię i zaproszę ciebie do siebie. Dobrze?

- No… Rzecz w tym, że dzwonię po to, aby cię do siebie zaprosić…

- Nie, nie… To ja wyszedłem pierwszy z tym aby się spotkać – więc uważam, że to ty jako pierwsza powinnaś u mnie zagościć…

- Ty wyszedłeś jako pierwszy z pomysłem… A ja – jako pierwsza – zapraszam ciebie do siebie.

- Nie będę się kłócił z kobietą… Zadzwonię, tak – do dziesięciu minut. OK?

- OK!

- To już jestem. Jaki termin proponujesz?

- Trzynastego – w piątek. Odpowiada?

- Jestem przesądny, ale akurat mam luz w ten dzień. Podaj mi tylko jeszcze adres…

- Mokra 2.

- A ja mieszkam przy Słodkiej 2! Ale to zdaje się – osiedle na drugim końcu miasta…

- Nie wiem gdzie jest ulica Słodka… Proponuję porę – taką kolacyjną… 18:00?

- Pasuje!

- Aha – zabierz jakieś stare fotografie – jak masz. Powspominamy…

- Dobrze – załatwione! Do zobaczenia!
               **********               **********               **********              
- Co za punktualność!

- Tak mi się udało, Krysiu.

- Czego się napijesz?

- Poproszę mineralną.

- Tak – zaraz podam. Zjemy kolacyjkę – i podam słodki, taki „niby blok”.

- Dlaczego – „niby”?

- Bo tak go nazwałam… To mój wymysł!

- Ale pachnie! I ciekawie wygląda…

- To jest najmniej ważne! Liczy się smak!

- No – fantastyczne! Co tam jest?

- Ten smak – jest głównie dzięki ciastkom Dr. Gerarda! Takie same, jak kiedyś kupowałam w sklepie co się spotkaliśmy – „CIASTKA NA DOBRY DZIEŃ”.

- Ale coś tam jeszcze jest…?

- Jest trochę bakalii – w tym: orzechy, owoce kandyzowane, daktyle, rodzynki… Czasem dodaję wiórki kokosowe, smażoną skórkę pomarańczową… To, co mam w domu i co mi przyjdzie do głowy! Ale trzeba jednak pamiętać, że najbardziej odpowiednie ciastka, to właśnie te – firmy Dr. Gerard.

- A jak to robisz?

- Orzechy mielę lub siekam. Wszystko co słodkie – czyli rodzynki, daktyle, skórki i owoce kandyzowane, śliwki suszone, wrzucam do garnka i delikatnie podgrzewam z kilkoma łyżkami oleju kokosowego i masłem sezamowym. Jeśli osiągnie – taką „mazistość” – dodaję orzechy i kokos. Jeszcze chwilę podgrzewam – ciągle mieszając. A po zdjęciu z kuchni, dodaję drobno pokruszone – „CIASTKA NA DOBRY DZIEŃ”. Później przekładam do formy, albo do foliowego rękawa i dobrze ugniatam. A po wystygnięciu – na dobę, do lodówki – aby się „związało”. Ot – i cała filozofia!

- Jak będę miał ochotę na coś słodkiego, to w domu taki sobie zrobię. To jest fantastyczne!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz