- Cześć Zenek, Krystyna z tej strony…
- Cześć Krysia – poznałem … Co słychać?
- A dzięki – nic nowego, jakoś się kręci… A u Ciebie?
- Dziękuję – również bez zmian…
- Pomyślałam, że warto spotkać się i pogadać o starych –
dobrych czasach…
- Krysiu – wiesz co? W prawdzie jeszcze nie zastanawiałem
się nad naszym spotkaniem, ale zaraz pomyślę, w ciągu dziesięciu minut oddzwonię
i zaproszę ciebie do siebie. Dobrze?
- No… Rzecz w tym, że dzwonię po to, aby cię do siebie
zaprosić…
- Nie, nie… To ja wyszedłem pierwszy z tym aby się spotkać –
więc uważam, że to ty jako pierwsza powinnaś u mnie zagościć…
- Ty wyszedłeś jako pierwszy z pomysłem… A ja – jako pierwsza
– zapraszam ciebie do siebie.
- Nie będę się kłócił z kobietą… Zadzwonię, tak – do
dziesięciu minut. OK?
- OK!
- To już jestem. Jaki termin proponujesz?
- Trzynastego – w piątek. Odpowiada?
- Jestem przesądny, ale akurat mam luz w ten dzień. Podaj mi
tylko jeszcze adres…
- Mokra 2.
- A ja mieszkam przy Słodkiej 2! Ale to zdaje się – osiedle
na drugim końcu miasta…
- Nie wiem gdzie jest ulica Słodka… Proponuję porę – taką
kolacyjną… 18:00?
- Pasuje!
- Aha – zabierz jakieś stare fotografie – jak masz.
Powspominamy…
- Dobrze – załatwione! Do zobaczenia!
**********
**********
**********
- Co za punktualność!
- Tak mi się udało, Krysiu.
- Czego się napijesz?
- Poproszę mineralną.
- Tak – zaraz podam. Zjemy kolacyjkę – i podam słodki, taki „niby
blok”.
- Dlaczego – „niby”?
- Bo tak go nazwałam… To mój wymysł!
- Ale pachnie! I ciekawie wygląda…
- To jest najmniej ważne! Liczy się smak!
- No – fantastyczne! Co tam jest?
- Ten smak – jest głównie dzięki ciastkom Dr. Gerarda! Takie
same, jak kiedyś kupowałam w sklepie co się spotkaliśmy – „CIASTKA NA DOBRY
DZIEŃ”.
- Ale coś tam jeszcze jest…?
- Jest trochę bakalii – w tym: orzechy, owoce kandyzowane,
daktyle, rodzynki… Czasem dodaję wiórki kokosowe, smażoną skórkę pomarańczową…
To, co mam w domu i co mi przyjdzie do głowy! Ale trzeba jednak pamiętać, że
najbardziej odpowiednie ciastka, to właśnie te – firmy Dr. Gerard.
- A jak to robisz?
- Orzechy mielę lub siekam. Wszystko co słodkie – czyli rodzynki,
daktyle, skórki i owoce kandyzowane, śliwki suszone, wrzucam do garnka i
delikatnie podgrzewam z kilkoma łyżkami oleju kokosowego i masłem sezamowym.
Jeśli osiągnie – taką „mazistość” – dodaję orzechy i kokos. Jeszcze chwilę
podgrzewam – ciągle mieszając. A po zdjęciu z kuchni, dodaję drobno pokruszone –
„CIASTKA NA DOBRY DZIEŃ”. Później przekładam do formy, albo do foliowego rękawa
i dobrze ugniatam. A po wystygnięciu – na dobę, do lodówki – aby się „związało”.
Ot – i cała filozofia!
- Jak będę miał ochotę na coś słodkiego, to w domu taki
sobie zrobię. To jest fantastyczne!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz